Zarejestruj się w Niania.pl aby:

  • Dodawać oferty pracy
  • Przeglądać pełne profile opiekunek
  • Kontaktować się z nianiami
Znajdź nianię

Dodaj do ulubionych Katarzyna A. F.

w Niania.pl od 2 lipiec 2012, aktywny ponad 5 miesięcy temu.

  • Kobieta, 32 lata
  • Pełny etat, Pół etatu, Dorywczo
  • opieka nad dziećmi, sprzątanie, zakupy, pranie
  • Wynagrodzenie: Od 10 zł za godzinę
  • Ponad 5 lat doświadczenia zawodowego
  • 90-002 Łódź, Śródmieście
  • nie szukam pracy
  • Potwierdzony telefon

    Numer telefonu tej osoby został potwierdzony.

Pełny etat, Pół etatu, Dorywczo , Ponad 5 lat doświadczenia zawodowego

"Wychowywanie cudzego brzdąca jest chyba nieliczną z prac zawodowych, gdzie podarowujesz nieznanemu Ci człowiekowi wszystkie swoje pokłady Miłości. To jak psychiczna adopcja na 8 godzin dziennie, a potem łzy gdy trzeba sie rozstać. Do tego zawód niedoceniany finansowo, a więc tylko dla prawdziwych Pasjonatów. Dla tych, którzy kierują sie innymi wartościami niż materialne, dla których ważny jest kontakt z największym Cudem na ziemi- czyli Małym Człowiekiem."

Ma 30 lat.

Za sobą 5 lat studiów pedagogiczno-artystycznych. Dyplom Szkoły Muzycznej I st. Doświadczenie w pracy z dziećmi od 9 m-ca życia (sporadyczny kontakt z niemowletami od 3 m-ca życia) do lat 15-tu. Doświadczenie zawodowe: opiekunka dziecięca, pani przedszkolanka, rytmiczka, nauczycielka śpiewu, instruktor teatralny. Ostatnie lata to wyłącznie praca z maluszkami, 9 m-cy - 3 latka.

Zafascynowana dziećmi i pedagogiką. W swojej pracy posługuje sie swoimi własnymi metodami wychowawczymi, czerpiąc natchnienie z pedagogiki:

M.Montessori (http:(*******)) ,

R.Steinera (https:(*******)), https:(*******)

J. Korczaka

Suzuki i in.

W swojej pracy używa komplementów i nagród jako formy mobilizującej i kształtującej dzieci. Jest przeciwniczką kar, stosuje w ostateczności tzw "kąt" (czyli jedno okreslone miejsce w domu, na kocyku). Uważa że dla dziecka brak choćby kilkuminutowej uwagi i miłości dorosłego za którym ono przepada jest wystarczająco traumatycznym przeżyciem, nie trzeba i nie powinno się stosować dodatkowo niczego drastyczniejszego, krzyczeć czy czegoś odmawiać. Opieka to nie wojsko, a miłość jest najskuteczniejszym sposobem uczenia i wychowywania dziecka: dziecko jest wtedy otwarte na współpracę, nie boi się, ufa, również uczy się coś dawać z siebie, szanuje opiekunkę i innych ludzi ponieważ czuje, że samo jest szanowane. Zazwyczaj jednak, gdy maluch coś zmajstruje, brany jest na kolana i tłumaczony jest mu związek przyczynowo-skutkowy (np:"teraz już nie da się przeczytać takiej zalanej książeczki, spójrz, czy to ci sie opłacało? co my z nią teraz zrobimy? podarła się"), swoje emocje ("jestem smutna że mnie uderzyłaś"), wartości jakim powinniśmy się kierować w życiu ("każdy każdego musi szanować, nie można bić dziecka łopatką i sprawiać drugiemu bólu ").

Z dziećmi porozumiewa się językiem dorosłego, by nie hamować jego rozwoju, czyli np. chcąc czegoś zabronić tłumaczy wpierw dlaczego lepiej nie dotykać gorącego zamiast zabraniać w sposób ostry i pozostawiający dziecko w sferze buntu -ponieważ dziecko zgadza sie na coś tylko dlatego, gdy rozumie konsekwencje danego czynu i motywacje dorosłych (np że wciąż je kochamy a zabraniamy ponieważ właśnie troszczymy sie o nie).

Uważa również że pedagogika to zawód, który wymaga nie tylko wiedzy, umiejętności ale i dojrzałości emocjonalnej oraz zaangażowania najbardziej prywatnych uczuć. Uważa, że w tej pracy nie ma miejsca na "dystans", a o dziecko należy dbać, jak o swoje własne. Uważana jest za b.ciepłą osobę, silnie angażującą sie emocjonalnie w opiekę nad dzieckiem-bardziej niż wymaga tego od niej jej praca- okazującą mu swoją czułość (dużo przytulania, zdrobnień które tak dzieci lubią). Uważa że nie da się oddzielić pracy "opiekunki" dziecięcej od prywatnych uczuć, bywa że z niektórymi Rodzinami, dziećmi do dziś utrzymuje kontakt, kupuje prezenty na urodziny.

Stara się rozwijać dziecko poprzez muzykę, piosenki, rytmikę, ruch (najprostsza gimnastyka czy rytmika), wplatanie czasem słówek angielskich w formie zabawy, czytanie bajek z podziałem na rolę, plastykę, prostą matematykę podczas zabaw, objaśnianie świata, przyrody, zachęcanie dziecka do samodzielnego wysuwania wniosków. Dużo mówi do dziecka.

Nie przepada za "gotowymi", tym bardziej plastikowymi zabawkami, woli drewno, zabawki samodzielnie zrobione z dzieckiem, wszystko co nie jest gotową ideą ale pozwoli jego wyobraźni na działanie. W pracy lubi stosować naklejki (jako formę nagród), balony, bańki mydlane, bibułę, papier, przyrodę (np album liści), zapachy, dźwięki, kolory, różne materie.

Jest osobą radosną ale realistką. Szanuje prywatność Rodziny, szanuje dziecko, bardziej uważając za partnera niż "podwładnego", szacunku wymaga również względem siebie. Wie że dzieci potrzebują poczucia bezpieczeństwa, w związku z tym stosuje stały rytm dnia, a do usypiania jednej stałej książeczki i konkretnej piosenki, co sprawia że dziecko już na sam widok owej książeczki staje sie senne :)

Uważa że w pracy z dziećmi wystarczy zwyczajnie myśleć, być sprytnym, kreatywnym i kochającym - i wtedy bycie z maluchem nigdy nie będzie ani bitwą, ani nudą, ani obowiązkiem.

W dwóch sferach dziecięcych pytań: religijnej i seksualnej - ma zasadę odsyłania do rodziców, gdyż te tak ważne kwestie należą właśnie do nich (chyba że poproszą o pomoc i będzie sie to zgadzać ze światopoglądem opiekunki). Jej zdaniem opiekunka dziecięca i Rodzina powinni mieć podobne poglądy na wychowanie dziecka. Jako osoba kochająca dzieci opiekunka ma prawo kierować sie własnym sumieniem i nie zgadzać czasem z czymś, co w jej sumieniu byłoby szkodliwe dla dziecka (typu usypianie na siłę, przegrzewanie, przekarmianie... Dodatkowa kwestią jest i to, że przepocone dziecko może sie zaziębić, czym zostaje potem obciążona opiekunka... ). Tak więc lepiej by wszystko uzgodnić ze szczegółami jeszcze przed rozpoczęciem pracy :)

Jest zwolenniczką pełnej współpracy Opiekunki z Rodziną podopiecznego, w sferze metod wychowawczych , ustalenia planu dnia, menu itp.

Pracując z dzieckiem zawsze silnie podkreśla związek dziecka z Rodzicami, podtrzymując ich wzajemną więź, proponując dziecku wykonywanie rodzicom prezentów-laurek gdy tylko nadarza się ku temu okazja. Jest tradycjonalistką, uważającą Rodzinę za jedną z największych wartości współczesnego człowieka.

Moment rozpoczecia pracy: październik 2012 r
Moment zakończenia pracy -najwcześniej 1 li ********dlaczego ukryte? .

Preferowana "umowa aktywizująca" dla opiekunek dziecięcych, szczegóły do uzgodnienia (+ możliwa wewnętrzna, cywilno-prawna umowa między Rodziną a Opiekunką, z zawartymi tam, szczegółowo opisanymi obowiązkami i prawami Opiekunki/Rodziny-ustalonymi przez obydwie strony).

Godziny i dni pracy - pn-pt do godz.17 .

Obowiazki: opieka nad dzieckiem, prosta edukacja, wyjścia do miasta, lekkie sprzątanie (również pranie), prasowanie, odgrzewanie dziecku posiłków i proste gotowanie dla dziecka do lat 2. (Na uczelni nie uczono jej sztuki kulinarnej a pedagogicznej :) ). Szczegóły obowiązków do uzgodnienia.

Wynagrodzenie: 11-18 zł / godzina, w zależności od obowiązków, ilości dzieci, dojazdów i in. Ewentualnie do uzgodnienia, jednak m-czne wynagrodzenie to min. 1.800 - 2 tyś zł.

Opiekunka posiada Książeczkę Sanepidowską, b. dobre, sprawdzalne referencje 2 ostatnich prywatnych pracodawców ( polska rodzina mieszkająca za granicą, oraz druga - mieszkająca w Polsce).

Uważa że rodzice mają prawo wiedzieć jak najwięcej o potencjalnej kandydatce, jest to wyraz szacunku, kultury osobistej ze strony kandydatki poszukującej pracy - stąd taki długi opis siebie, swojej pracy.

Stara sie szukac pracy poprzez profesjonalne agencje Opiekunek, nie ufa pośrednictwu internetowemu jako mało personalnemu, ale postanowiła spróbować :)

Pozdrawia wszystkich Rodziców i Maluchy :)

Szczegóły

  • Doświadczenie: Ponad 5 lat doświadczenia zawodowego
  • Dzieci niepełnosprawne: brak doświadczenia
  • Nie pali
  • Zwierzęta: ok
  • Praca z mieszkaniem (au pair): Nie
  • bez prawa jazdy
  • Mieszka: Łódź, Śródmieście

Pracowałam z dziećmi w tym wieku:

  • Niemowlę 1 - 12 mies.
  • Dziecko 1 - 3 lat
  • Przed szkołą 3 - 6 lat
  • Szk. podst. 6 - 12 lat
  • Gimnazjum 12+ lat

Prace których się podejmę:

  • Niania
  • Opieka nad starszymi

Z podopiecznym wchodzą w grę:

  • Wyjścia do miasta
  • Pływanie na basenie

Inne:

  • Porządki
  • Zakupy
  • Pranie
  • Gotowanie

Dni i godziny pracy / wymiar czasowy:

  PON WT ŚR CZW PT SO ND
godz. 06 - 09 Aktywne Aktywne Aktywne Aktywne Aktywne
09 - 12 Aktywne Aktywne Aktywne Aktywne Aktywne
12 - 15 Aktywne Aktywne Aktywne Aktywne Aktywne
15 - 18 Aktywne Aktywne Aktywne Aktywne Aktywne
18 - 21
21 - 24
przez noc

Wykształcenie:

  • Wyższe
  • Ostatnia szkoła: Zielona Góra, Uniwersytet Zielonogórski
  • Kierunek i wydział: Wydział Nauk Pedagogicznych i Społecznych

Inne umiejętności:

Edukacja artystyczna w zakresie prowadzenia zajęć teatralnych z dziećmi, rytmiki, nauki śpiewu. Umiejętność gry na pianinie i gitarze. Zdolności wokalne. Znajomość j.angielskiego - w st. komunikatywnym i portugalskiego w st.podstawowym. Wielka cierpliwość, pracowitość, uczciwość. Umiejętność doskonałego zorganizowania dziecku czasu. Wielka Miłość do dzieci :)

Udział w 1 temacie

O co pytać Nianię? 1 wypowiedź Od czego zależą poszukiwania, 01.08.2012 18:53, ostatnia Wypowiedź:

Justyna S.Jestem mama i poszukuje Niani na stałe. Przerażają mnie niektóre Wasze posty. Powiedzcie mi jak to jest, ze Wy chcecie być traktowane jak pełnoprawnym Członek rodziny, ale " tych obcych ludzi" nie chcecie zaprazac do domu.... Hipokryzja daje strasznie taka postawa. Dwa: jeżeli Niania zaczyna dyskusje od stawki finansowej, bo "to najważniejsze" to mną telepie. Ja, naiwna, myślałam, ze najważniejszy jest potencjalny Podopieczny. Gdyby świetna niania zazadala ode mnie wiecej to bardzo bym rozważała podwyżkę- a najchętniej kompromis.... Nie raz będziemy sie musieli spotykać "w połowie drogi'. Najchętniej bralabym przed spotkaniem IP kim ja Niani, albo jakiś nick z forum...pocytalabym sobie.. I jakże wiele niedomówień by zniknęło... P.S chyba mnie zlinczujeci... Ale zastanówcie sie czy to nie jest trochę filozofia Kaliego?

dalej pisze Pani o "leserce" której nie chce sie pracowac za 9 zł/h.

A ja zadam Pani pytanie:

Pani Justyno S.:

kto sprzedaje swoje dziecko za 9 zł? kogoś, kogo kocha najbardziej?? Małego Człowieka, jeszcze nieuformowanego, któremu jedno złe slowo nierozsadnej niani czy stworzona przez nią sytuacja - moze złamac zycie? Bywa że dziecko raz usłyszy cos pod swoim adresem i to kształtuje całe jego życie.

9 zł jest stawką równą tak waznej pracy? czy tylko na tyle ocenia Pani swoją pracę, jako Matka? Nie, z pewnością na więcej. Otóż drogie Mamy-prawda jest taka (tylko nie chcecie sie same przed sobą przyznać), iż Opiekunka Dziecięca jest zastępczą Mamą dla Waszego Malucha.Spędza z nim 8-9  godzin dziennie, kiedy wracasz z pracy dziecko je kolacje a za 2 godziny idzie spać, wiec spędzasz z nim 3-krotnie mniej czasu niż Zastepcza Mama. I w takich kategoriach należałoby te prace rozpatrywać. To cos więcej niż praca. To misja, taka duchowa adopcja czyjegoś dziecka. Więc bardzo proszę obudźcie sie, drogie Panie, z letargu.

Moją prośbe kieruję równiez i do Opiekunek:

obudźcie się kochane z letargu.

No ręce opadają gdy czytam że jakas Opiekunka zastanawia sie czy tipsy być mogą czy nie? A myslec potrafimy? Potrafimy. Czuć cos czujemy? Chyba nie bardzo. Bo jesli czujemy, to wiemy, że swemu dziecku nie zafundowałybyśmy ran naszymi tipsami, z tipsami nie da się bezpiecznie i szybko zmienic pieluszki! Dziecko bierze do buzi Twoje ręce, zjada wszystko co na nich jest. To jest PRACA, dziewczyny, płacą nam za bezpieczeństwo dziecka. Jesli masz brzydkie paznokcie i obciete na krótko nie wygladają ładnie mozesz pomalować pastelowym lakierem, wszak i pracodawca chce zadbanej Opiekunki. Najlepiej szczerze uzgodnić tę sprawę z pracodawcą-jestem zwolenniczką szczerości, po prostu zawsze jestem sobą i jesli komuś to nie odpowiada to juz wiem ze miałam do czynienia z nieszczesną rodzinną dulszczyzną, z aktorami jakimiś, którzy równiez szukali aktorki, zeby wychowało ich dziecko również na aktora. Wychowywanie cudzego dziecka -bo tak brzmi całkowita nazwa zawodu ukrytego pod skrótem N.I.A.N.I.A - to zbyt ważna materia, by bawić się w dyplomację. Pytam o ich wizję Opiekunki, mówię o swoich potrzebach, nawet tych najbłahszych czyli np że zawsze mam scięte krótko paznokcie ale że natura obdarzyła mnie pieknem ogólnym czy  ładną buzią ale brzydkimi, dziecinnymi paznokciami więc czuję sie lepiej gdy moga byc delikatnie pomalowane, naprawdę jest różnica. Usmiecham sie przy tym szczerze i wtedy śmiejemy się wszyscy. Po prostu otwieram przed nimi serce bo i oni to robią, oddając mi pod opieke swoje dziecko. Najprostszy sposób na życie -byc sobą.

...kolejne kwestie.

Drogie Mamy. Opiekunka MUSI znac stawkę już na poczatku. Czy Wy, szukając pracy, idziecie na rozmowę wstepną nie znając stawki? ("bo jeszcze pomyśli że zalezy mi tylko na pieniadzach, niech lepiej mysli ze ja zwyczajnie kocham siedzieć w papierzyskach wielkiej firmy jako księgowa"). Oczywiscie że nie. Panie ZAWSZE pytacie o wynagrodzenie. Dlaczego? "noooo...oczywiste! Przeciez mam rodzinę, muszę gdzies mieszkać, coś jesc, jeszcze zapewnić to dzieciom! Śmieszne pytanie." A czy Mamy zastanawiają się, jak zyje ich Opiekunka? Prawie nigdy. Otóż Opiekunka ich dziecka również musi cos jesc, gdzieś spać, czasem mają maleńkie dzieci w publicznych, biednych przedszkolach, nie zawsze są to studentki ktore moga mieszkać z rodzicami i dojrzałe panie ktore juz jakies mieszkanie mają. Czesto są to osoby które sa skazane na wynajem własnego lokum, gdzie to słowo "lokum" oznacza pokój ze studentami, bo wynajem kawalerki to cała pensja Opiekunki. Jeszcze oczekuje Mama by jej Opiekunka się doszkalała, kupowała dziecku ze swej pensji materiały do zabawy/pracy z nim, zeby estetycznie wygladała (ale przecież na Niani bluzki się nie niszczą, nie mechacą, wystarczy jak sobie kupi 3 ładne bluzki na rok), miała do dyspozycji własny samochód, znała chiński i niemiecki, miała ukończone odpowiednie studia i gotowała jak po szkole gastronomicznej a nie pedagogicznej, czyli 2 w 1. Na szczescie takich "roszczeniowych" Rodzin jest juz coraz mniej. Czekam tylko jeszcze na ogólny wzrost dojrzałosci Opiekunek-bo że mamy prawo do odpowiedniego wynagrodzenia to oczywiste, ale że to zawód dla osób dojrzałych którzy naprawdę rozumieją wartość ludzkiego Życia - to chyba wciąż nie jest takie oczywiste. Moze rodzice by zaczęli nam w tym pomagac, przeciez tu chodzi o ich dzieci, ogólnie o dobro społeczeństwa. Opiekunki kształtuja przyszłych obywateli. Więc może Rodzic, zamiast szukac najtańszego prywatnego przedszkola poszuka jednak droższego, dla dobra swojego dziecka - pytajac się o zarobki opiekunek w nim pracujących. Czy ktokolwiek to kiedyś z Rodziców zrobił? Bo czyż moze dobrze opiekować sie moim Skarbem pani która zarabia 1 tyś zł?? i niech Panią Justyną raczej telepie złość, gdy uświadomi sobie, że oto ktoś po studiach pedagogicznych, niedożywiony, smutny (500 zl wynajecie pokoju, 300 zł najtańsza opcja wyzywienia, tj parowki na obiad i nalesniki/ na zmiane, 100 zł bilet miesieczny, 30 zł tampony i kremy, 30 zł buty w chińskim sklepie, 30 zl przyjemnosci=1.000 zł. Moge Wam podesłac link do ogłoszen w gazecie, gdzie proponowana jest taka stawka za prace w prywatnym Klubie Malucha) - będzie próbował uczyc miłości jej dziecko. Bo wychowanie to głównie kochanie czyjegoś dziecka - moja osobista definicja. Z Miłości do Dziecka jako istoty, cudzej czy swojej, nieważne- bierze się równiez chęc nauczenia go wielu rzeczy, uszczęsliwienia, dania poczucia bezpieczenstwa poprzez stosowanie zasad, kar i nagród, systemu motywacji, chęc rozwijania dziecka. TYM JEST I POWINNA BYC NIANIA. Ja osobiscie mogłabym adoptować dzieci, ponieważ dla mnie DNA nie ma znaczenia; moje czy cudze, dzieci to duchowe istoty które pragną milosci i pragna ją dawać, nieważne czy zamkniete w ciele pochodzacym z mego ciała czy ciała innej kobiety. Tego podejscia zyczę wszystkim Opiekunkom Dziecięcym. To ze Rodzice kpia z mojego zawodu w żywe oczy to tylko świadczy o nich, ale to że niektóre z nas pracują w tym zawodzie a nie powinny bo robią krzywdę dzieciom - to inna kwestia. Bądźmy poważne, proszę, dorośnijmy trochę. Jeśli już zarabiamy tak że w miare czujemy sie szanowane (zebym ja sie tak czuła musiałabym zarabiać 5 tys zł, tyle minimum warta jest moja praca, mnie jako Kasi, bo jak Ty pracujesz to nie wiem ). A nawet jesli nie jestesmy wynagradzane wystarczajaco-to my mozemy uczyć rodziców szacunku do tego zawodu, smutne ale to chyba jedyna droga... Traktujmy swięc cudze dziecko tak samo jak bysmy traktowały swoje własne, nie gorzej i nie lepiej, bez rozpuszcania ale z miłością a nie zimnym dystansem (wypowiedzi jednej z Opiekunek na forum "to tylko praca". Nie, to cos więcej niż praca. Parca to jest w biurze a tu jest, prosze Pani -misja ). Nie zadawajmy publicznych pytań o tipsy bo to az boli, takie pytanie, same proponujmy rozwiązania, które pozwolą Rodzicom czuc się bezpieczniej, ja np czesto mam z soba aparat fotograficzny czy kamerę i filmuje dziecko podczas wyjść, zwłaszcza podczas wyjść do miasta, teatru, sali zabaw, jestem gotowa mieć przy sobie służbowy telefon z jakas formą GPS-u (rodzice płacą za karte wiec niech sobie dzwonią i 3 razy dziennie pogadac z dzieckiem a ja wiem że pracuję dobrze, wiec nie stresuje mnie ze wiedzą o której byłam z dzieckiem na spacerze i gdzie). Jestem gotowa zgodzić się na monitoring bo wiem, że jestem świetna w swoim zawodzie i jesli ktoś kiedykolwiek -niezadowolony z mojej pracy którą widzi czarno na białym -  zwolni mnie z pracy z jakiegos powodu tzn że chyba nie był świadom jak dobrą Opiekunkę miał, ma jakiś osobisty problem emocjonalny lub co innego. Moi ulubieni pracodawcy, z których dzieckiem nadal się kontaktuję po latach - mieli tę swiadomosc, że udało im się zatrudnić swietną opiekunkę po zaniżonym wynagrodzeniu.Myslę ze zdawali sobie sprawe, ze powinni mi płacić 3 tyś zł jak nic i to się czuło w powietrzu, wiem, że bardzo doceniali moją pracę i mieli wyrzuty sumienia że nie opłacali mnie lepiej, nie mogli czy też poddali sie obecnemu trendowi śmiesznemu 10zł/h i nie mieli odwagi tego zmienić, kazdy z nas jest w swej naturze przeciez egoistą. Ale to byli Rodzice w których sercach jakaś swiadomosc zaczynała kiełkować. Może dlatego ze widzieli że ktoś za 1.600 zł kochał ich dziecko, wiem że dziewczynka czuła się przeze mnie kochana, nieustannie ją czegoś uczyłam i jak sami Rodzice mówią: "dobrze nam Pani córkę wychowała". Najbardziej lubiłam zasypiać z nią, i tak spałyśmy popołudniami wtulone w siebie, widziałam jak jej tego brakowała gdyż rodzice zawsze spali oddzielnie, ona w swoim łózeczku a maleńka była, a ja myślę ze dziecko najbardziej kocha zasnąć czasem z rodzicami, choć czasem. Ono czuje sie wtedy że do kogoś przynależy, czuje sie kochane. Myślę ze czasem rekompensowałam jej coś, czego nie otrzymywała od rodziców, moim zdaniem momentami byli moze dla niej zbyt oficjalni.

Każdy kto naprawdę kocha swoje dziecko szanuje swoją Nianię.

Tymbardziej jesli jest ona kulturalną, wyksztalconą osobą, z doświadczeniem, swietnymi referencjami, angazującą się całym sercem w opiekę nad dzieckiem.  

Pani Justyno, chyba nie chciałabym dla Pani pracować. Świetna Niania właśnie żąda więcej, i to już na początku a nie podczas pracy, poniewaz zna rodzaj swojej pracy i z szacunku do Pani Dziecka. Ktoś kto nie dojada, kto zawsze kupuje najtańsze jogurty gdy u pracodawców w lodówce same najlepsze rzeczy, a tu na "jej" lodówkowej półeczce sztuczne jogurty z Tesco, ktoś kto nie może się elegancko ubrać bo go nie stać, bo źle zarabia  - nie jest w stanie z uśmiechem, cierpliwością i miłością podchodzic do Pani Dziecka, nikt nie jest w stanie byc ponad swoje fizyczne i psychiczne potrzeby. Choćby nie wiem jak kochał cudze dziecko.

"Ja, naiwna, myślałam, ze najważniejszy jest potencjalny Podopieczny".

Nie, prosze Pani. Najwazniejsze to przeżyć do pierwszego. Pani mysli o dobru swego dziecka a jest Pani zamknieta na dobro drugiego człowieka, na kwestie: czy opiekunka Pani dziecka ma co jeść. A mówiła Pani o hipokryzji...

Jeśli wymaga Pani od nas bycia Matką Teresą to prosze równiez nia byc i zawsze płacić swojej Opiekunce te 2 tysiace więcej miesięcznie, niech zarabia te 3,5, jak powinna zastepcza Mama, którą przeciez jest. Czemu Pani tego nie robi? Ponieważ wszyscy jestesmy z natury egoistami. Ale sa 2 rodzaje egoizmu: zdrowy i chory. Zdrowy, to kiedy Opiekunka mieszka sama i musi sie z czegos utrzymac i coś jeśc i uczciwie, juz na poczatku, pyta o wynagrodzenie, by nie tracic i Państwa i swojego czasu. Drugi rodzaj egoizmu to kiedy stać nas by uczciwie wynagrodzic pracę Zastępczej Mamy, bo np zarabiamy kilkakrotnie więcej od naszej Opiekunki- ale tego nie robimy.

to tyle w tym temacie, temacie dot. rodziców.

Teraz w temacie Opiekunek:

Chciałabym kiedyś załozyć przedszkole i żłobek, w którym pracowałyby osoby naprawdę oddane dzieciom.
Niestety opiekunki dziecięce z tzw.powołaniem albo zmieniaja zawód albo uciekaja za granicę, ponieważ w Polsce nie mogą sie utrzymac za te swoje mizerne, żałosne pensyjki. Tym bardziej rozwijać.

Szokują mnie tu wypowiedzi nie tylko rozkapryszonych czasem Mam ale i rozkapryszonych Opiekunek.

Zaproszenie do mieszkania. Jestem ZA, doskonale rozumiem obawy rodziców poniewaz instynkt rodzicielski nie jest mi obcy.  Są tylko poszczególne sytuacje, kiedy nie jest to mozliwe i trzeba to wprost pracodawcom powiedzieć. Załóżmy np nie mam własnego mieszkania, mieszkam u kogoś, jakiejs dalszej rodziny, lub u bardzo schorowanej babci, w mieszkaniu nie pachnie perfumami tylko pampersami a babcię kocham i dlatego wolę sie nia opiekowac niż oddac do Domu Opieki. Lub: pochodze z biednej rodziny i wstydzę sie swojego starego mieszkania w którym mieszkają moi rodzice. To ze jestem po studiach, zawsze zadbana, pedantka czystośći, mówie 2 językami - nie oznacza, że jestem w stanie zaprosić pracodawcę -od którego i tak zawsze stoję niżej i finansowo i na innych poziomach - do mojego mieszkania. Przykłady można mnożyć. Jak tu więc powiedziec pracodawcom:"przepraszam, ale pochodze z biednej rodziny i niestety nie jestem w stanie zaprosić Państwa do mojego mieszkania"...? Myślę że niewielu Rodziców podejmie refleksję nad tym tematem, zanim postawi Opiekunce to pytanie. Opiekunka moze też sama podjąc ten temat, że doskonale rozumie rodziców i gdyby tylko mieszkała sama lub nie wstydziła sie swojej maleńkiej kawalerki lub nie chciała robić zachodu schorowanym rodzicom - to by zaprosiła Rodziców podopiecznego do siebie. Ja bym tak powiedziała, jestem za szczerością.

Jednak jestem za tym, by-zwłaszcza jesli mieszka sie samemu, w dośc dobrych warunkach,dzieci czy współlokatorzy sie godzą na odwiedziny pracodawcy i nie trzeba schorowanych rodziców wystawiać niczym małpki w zoo na widok publiczny tylko po to by mój pracodawca poczuł sie lepiej - to wypada zaprosić pracodawcę do siebie. Poniewaz on, kazdego dnia, zostawia nam pod opieką dziecko, dom, komputery z których mozemy skopiowac co nam sie podoba, swoje papiery w szufladach (ona jest politykiem a on policjantem a Ty jako niania masz dostep do wszystkiego, włącznie z ich albumem slubnym i zabawkami z sex-shopu w szafie na dnie, znasz ich kłótnie, bolączki, poglady polityczne, normalnie byłabyś w stanie napisać o nich książkę)-wiec jesli by trafił na nieuczciwa osobę, przynajmniej ma jakieś zabezpieczenie, wie gdzie mieszka niania-oszustka itp.

Pracodawca zawsze moze zamontować zamek w drzwiach tych pomieszczen, których nie chce pokazać Opiekunce.

Trzeba ich tez zrozumiec, po prostu postawmy sie w ich sytuacji. Czy to takie trudne?

Ja kazdego dnia opisuje rodzicom na kartce A-4 dzień ich dziecka, postepy, humor, notuję godziny posiłków z dokładnościa do 10 minut i czy miało apetyt, ile dokładnie zjadło , kazde skorzystanie z toalety, kaszlniecie, w co sie bawiłyśmy, jaki był temat dnia, co udalo mi sie "ogarnąc" (miałam w umowie drobne porzadki, typu ogarnąc kuchnie, czasem zmyć podłogi, podlac kwiaty itp). Fajna sprawa, mnie to b.pomagało bo nie musiałam w glowie liczyc za ile godzin zmienić pieluszkę, za godzine mijają 3 godziny czy dopiero za dwie? (oczywiscie głównym wskaźnikiem było dotkniecie pieluszki dziecka, ale nie chce mu przeszkadzać co chwila zagladajac w majty, wiec z rodzicami mielismy umówione zmieniac średnio co 3 godziny). Nie, nie musiałam sie kłopotać, siusiu i kupki to wszystko pomagało poznac jak dziecko przyjmuje nowe zupki, czy nie jest chore itp. To naprawde proste: własnie zjadło, patrzysz-pół słoiczka i trochę jabłka na surowo, podchodzisz do stołu, zapisujesz, koniec. Żadna filozofia. Ze swoim dzieciaszkiem postapiłabym tak samo.

Inna rzecz: w pracy z dziecmi nosze zawsze kolorowy dres (specjalnie kupiony do pracy z dziecmi, cos kolorowego i wesołego), nigdy swoje prywatne ubranie, w ktorym przychodzę do pracy, zeby sie nie pobrudziło i żeby było bezpieczne dla dziecka. Na czas pracy zdejmuję wszystkie ozdoby, związuję wysoko włosy gumką lub jesli sa krótkie to spinkami, by nie wpadaly dziecku do jedzenia. W pracy proponuje miec zawsze tenisówki do biegania z dzieckiem po parku, nigdy nie biegać za nim w szpilkach czy ładnych butach. Zakładać również inne spodnie, elastyczne dość i wygodną kurtkę. Tylko jak dziecko było niemowleciem i mogłam je tylko wozić po parku-pozwalałam sobie na swoje prywatne ciuchy. Zamiast niepraktycznych klapek po domu lepiej mieć takie antypoślizgowe skarpetki. Z maluchem nie da sie skakać po mieszkaniu w klapkach     Do pracy zawsze chodzę zadbana, z dyskretnym makijazem by czuc się zadbana, niezaleznie od tego z kim pracuję i dla kogo-mam do tego prawo a i pracodawcy czasem lubią by wózek z ich dzieckiem woziła po osiedlu zadbana niania. Czasem to pewnie i puste oczekiwanie zamożnych państwa nie majace nic wspólnego z umiejetnosciami pedagogicznymi niani, bo na to powinno się zwłaszcza zwracać uwagę- no ale to mi akurat nie przeszkadza poniewaz ja sama czuję sie lepiej i faktycznie lepiej wyglądam, kiedy mam ten puder na twarzy i podmalowane rzęsy. Ja np mam cienie pod oczami, i u mnie lekki makijaz faktycznie robi spora róznicę, a że cere mam ładna i dobry fluid to w ogóle makijazu nie widać, wiec nie straszę dziecka tapetą i moge z nim robić wszystko, biegac za nim, spocic sie czy popłakac ze śmiechu (tusz do rzes obowiązkowo wodoodporny).

Na spacerach wypada dużo mowić do dziecka, by uczyło sie mówic, spiewać mu, pokazywać przyrode, zrywać listki i dawać do raczki, pozwalac dotykać wiele rzeczy-nawet jeśli ma 9 m-cy, tylko leży i nic "nie rozumie". Ono wszystko rozumie, a przynajmniej zapamietuje. Dowiodły tego badania naukowe. Mówmy do nich, wyjaśniajmy wszystko, w końcu płaca nam za pracę a nie za 2 godzinny relaksujący spacer z wózkiem. Cisza jest potrzebna dziecku, ale nie przez 2 godziny.

staram sie nie rozmawiać prywatnie przy dziecku, nie odbierac telefonów, poniewaz ono to chłonie. Dowiedziałam sie o tym jak mój podopieczny dorósł    Znał słowa, których nie mógł znac, a pochodziły one z moich rozmów telefonicznych gdy jeszcze nie mówił. Jego rodzice nie mogli go tego nauczyć.

Dziecko musi miec swój rytm dnia i konkretne zasady, by czuło sie bezpiecznie.

Nie wyręczajmy dzieci zbytnio, poniewaz tym je ranimy, upośledzamy. To że rodzice boją się o dziecko nie znaczy, że mam robić za nie wszystko i zrobic mu tym krzywdę. Zresztą mądrzy rodzice sami nigdy nie wyręczają dziecka, gdy to nie jest konieczne.

referencje. Zawsze przedstawiam pisemne referencje od byłych pracodawców. Tu zawsze zastrzegam, że dopiero po tygodniu próbnym czy dwóch, kiedy już obydwie strony podejma decyzję o współpracy-udostepniam kontakt do byłych pracodawców lub ostatniego. Wciaz mam kontakt z tą rodziną i nie zamierzam ich narazac na telefony potencjalnych pracodawców, którzy po rozmowie kwalifikacyjnej ze mną mogą zadzwonić i powiedzieć że jednak zdecydowali się na babcie-nianie a nie ciocie-nianie, ze jestem za młoda, mysleli o kims w wieku 50 lat i że mi dziękują. Ale wywiad srodowiskowy z rodzicami byłej podopiecznej juz zrobiony, i to niejeden. Mają pełne prawo, tyle że mogło to juz zrobić kilka osób co nie wydaje mi się zbyt komfortowe dla tej rodziny i nie wiem, czy mam takie prawo. Nie, tego nie mogę im zrobić. Prawa pracodawcy też mają swój limit. Rodziny mysla o swoich prawach a nie myslą o prawach rodzin bylych podopiecznych swoich opiekunek. Gdzie tu jest uczciwość? Natomiast po okresie próbnym mój pracodawca, jesli jest gotowy zatrudnic mnie, ma prawo otrzymać kontakt do mojego byłego pracodawcy i -jesli tamten sie zgodzi - spotkać sie z nim choćby osobiście. Uważam ze to obowiazek kazdej Opiekunki.

Prócz tego Obowiazkiem opiekunki jest:

  - dokształcać się (z chłopakiem spotkasz sie jutro a teraz studiujesz nowa ksiązkę o pedagogice ), odswieżać Kurs Pierwszej Pomocy

- miec plan dnia, plan roczny zajęc z dzieckiem (może być uzgodniony razem z rodzicami dziecka)

- traktowac dziecko jak swoje własne (tj szanowac, obchodzić sie z nim z miłoscia ale i nie rozpuszczac, tylko dlatego ze mi płaca to boje sie zareagowac gdy mnie bije czy rozlewa zupę po całej kuchni - nie)

-zrobic badania lekarskie, a jesli rodzice poproszą - mozna zgodzić sie nawet na zrobienie zasw. o niekaralności

-dbać o swoją higiene osobistą w pracy : myc rece przed praca, przed kazdym przewinieciem malucha (choćby wytrzeć w chusteczkę nawilżaną) i podaniem mu jedzenia. Warto stosować wobec tego drogie kremy do rąk zeby nawilżyc te przesuszone rece, stad tez i finansowe wymagania opiekunki, zeby było ją na takie kremy stac. To wszystko to sa wymogi pracy, rodzice powinni uswiadamiać sobie wszystkie koszta zwiazane z praca nad ich dzieckiem, i ze nie sa one wydumane tylko zwiazane z tym, że opiekunka myje rece nawet 8 razy w ciagu 8 godzin(po przyjsciu z pracy, 3 pieluszki, 3 posiłki, po spacerze). 

-można i powinno sie podpisac umowę cywilno-prawną z rodzicami, na wypadek gdyby z powodu swego zaniedbania czy lenistwa cos stało sie dziecku czy mieszkaniu (za mieszkanie tylko czesciowa odpowiedzialnośc, nie odpowiadasz np za naturalne niszczenie sie rzeczy, za zniszczenie ich przez dziecko nim zdązyłaś doskoczyc i mu zabrać, za zniszczenia spowodowane decyzją czy działaniami rodziców-np kiedy pozwalają dziecku bawić się czyms. Wszystko warto zapisac w tej prywatnej umowie. Nie odpowiadasz również za szkody poczynione przez dziecko, np ze nim zdazyłaś zareagowac pomazalo scianę lub nagle wylało na nia całą zupkę i te sliczną , droga tapetę z salonu trzeba całą zmienic. Rodzice musza miec swiadomośc: co to znaczy miec małe dziecko w domu).

Opiekunka nie ma obowiązku:

 - kupować materiałów do pracy z dzieckiem ze swojej pensji. W biurze nikt Ci nie kaze kserować niczego za Twoje własne pieniadze, tylko masz tam ksero.

 - brac odpowiedzialnosci za dziecko i mieszkanie, gdy stanie sie cos nie z jej winy (warto miec to w umowie). Jesli dziecko poslizgnie sie na mokrym błocie czy uderzy je łopatką inne dziecko -nie Twoja wina (warto miec OC, i mieć w umowie z rodzicami). Rodzice mogą posądzic chmurę o deszcz lub matke tego dziecka o złe wychowanie jej malucha, ale nie Ciebie. Gdy mieszkanie okradnie złodziej-nie Twoja wina, chyba ze faktycznie nie zamknełas drzwi, to wszystko udowodni sąd. Natomiast w tej pracy musisz myslec i pracować, jak jest upał zakładasz mu czapeczke i smarujesz kremem bo mozesz mieć problem, a nie że gadasz z kolazanką przez telefon i o tym zapominasz. Dziecku nie moze stać sie krzywda, nie moze dostac udaru-a taka umowa Cię zmotywuje. 

Opiekunka ma prawo:

do własciwego wynagrodzenia

- do odmówienia wykonania zadania w pracy, jesli nie godzi sie to z jej sumieniem, dobrem dziecka czy moze skutkować problemami prawnymi, utratą pracy. Przykład: rodzice każą usypiac dziecko na siłę, ono płacze, a Ty musisz na siłę kłaśc je spać, do skutku. Nie, nie jestem wyrobnikiem, jestem pedagogiem, nie zgadzam sie na to wiec tego nie robie, mozecie mnie zwolnic (a i tak z m-cznym wypowiedzneiem, tak jak i ja nie mogę sie od razu zwolnić), ale dziecku krzywdy nie zrobię. Nie przekarmiam dziecka i nie przegrzewam, nieważne jak bardzo babcia dziecka drży o to. Dziecko karmione na siłe i przepocone nie jest wcale szczęśliwe, a ja moge potem zostac zwolniona, ponieważ to przepocone dziecko (na zyczenie rodziców załozyłam mu jednak ten siódmy sweterek) się przeziębiło. I gdzie tu jest logika i uczciwość? Tak więc moje metody wychowawcze musza zgadzać się z metodami Rodziców. Inaczej nie podejmuję pracy.

-do płatnego urlopu.        Kwestię choroby dziecka można jakos uzgodnić, jesli już mamy płacone nawet gdy nie idziemy do pracy z powodu choroby dziecka wypada przyjść i tak, choć byc z nim, poczytać mu, posprzątać (mama dziecka która zwolniła sie z pracy, zajęta ta chorobą bedzie nam wdzięczna za ogarnięcie mieszkania), porobic jakies wycinanki, przygotować coś na przyszłe zabawy z dzieckiem, zeby być z nim choć fizycznie. Czasem rodzice nie boją sie ze niania przyniesie dziecku cos dodatkowego, a bedą wdzięczni za jej obecnośc, ze usiadzie, opowie ciekawa historie, czy jak dziecko uśnie pogada chwilę z mamą w kuchni. Mamy też potzrzebują czasem z kimś pogadac, na różne tematy    Skoro już nam płacą-bądźmy uczciwe.

Ja osobiscie lubie przynosić do pracy swoje wlasne kubki, talerz, sztućce, mam swój recznik, swoje kapcio-skarpetki, w zamrazalniku swoje obiady (jesli nie mam zapewnionych obiadów). Lubię być niezależna, mieć nawet u kogos coś swojego. ale kiedy proponują daję sie skusić na wspólny obiad, a już slodyczom czy ciastom nie odmawiam nigdy    Lubie wspólne obiady, nawet bardziej niż kiedy musze przynosić swoje do pracy. Ale wszystko zalezy od rodziców. Bywa że proponują wspólne obiady ale opiekunka nie jest szanowana - więc po cóż ten teatr? A moja ulubiona rodzinka nie zapewniała mi obiadów w pracy, nie chcieli sie chyba kłopotać zresztą kupowali bo mama dziecka nie gotowała, taka nowoczesna bym powiedziała, mama - a bylismy jak rodzina i byłam tam szanowana.

Praca Opiekunki to czasem przygotowanie sie do pracy, zabaw dla dziecka, niespodzianek, nowej piosenki, kupienie mu bebenka i wymyslenie zajęc rytmicznych czy teatrzyku. Zachecam Was do bycia nie tylko Obserwatorkami: czy dziecko nie pobrudzi się dżemem, nie upadnie i ładnie zje - ale do bycia kimś wiecej, nauczycielem, przyjecielem, do różnorakich zajęć z nimi, już z kilkumiesięcznym mozna sie bawić w teatrzyk. Po prostu ono obserwuje    Ale i tak sie uczy. Rodziców zachęcam do uczciwej oceny naszej pracy, bo wiele z nas naprawdę daje z siebie czasem więcej, niz Pani/Pan  sama/sam jest w stanie. Bo kiedy Wam brakuje juz cierpliwosci i mówicie do dziecka podniesionym glosem - my musimy sie pohamować, nam tego nie wolno, poniewaz stracimy pracę. My musimy sie powstrzymać, usmiechnąć, szybko cos wymyślec i poprzez jakis zart czy odrócenie uwagi dziecka musimy wyjść z sytuacji, z której rodzic nie musi wychodzic. On może tam "zostać", może sie po prostu wkurzyc na dziecko. My-nigdy. Bywa ze kochamy cudze dziecko jak swoje, przywiazujemy sie do niego, spedzamy z nim wiecej czasu niz rodzic ale nie mamy tych samych praw, nie wolno nam sie nigdy na nie zezłościc, a i tak zawsze jestesmy dla niego mniej ważni od rodziców (co jest oczywiste i słuszne     ), do tego zarabiamy kiepsko...

Kwestii do omówienia jest tysiac i wiecej.

Zapraszam do konstruktywnego dialogu, Opiekunki do doskonalenia sie a nie tworzenia na forach kółek wzajemnej adoracji i utyskiwanie na rodziców. Powiedz mi kiedy ostatnio przygotowałas w domu jakieś zajęcie dla podopiecznego na nastepny dzień, kiedy ostatni raz czytałas jakąś pedagogiczną książkę i kiedy po raz ostatni był dzień, ze miałas zupełnie wyciszony telefon w pracy? Jaki jest termin "ważności" Twojego Kursu Pierwszej Pomocy, czy jest uaktualniony i kiedy i czy w ogóle go masz?

Albo jesteśmy pedagogami z prawdziwego zdarzenia ("papier" nie ma tu wiele do rzeczy, wystarczy doświadczenie czy chocby miłośc do dzieci i umiejetność pracy z nimi) albo zmieńmy zawód i nie bawmy się w "podróbki", poniewaz w tym zawodzie nie powinno mieć miejsce tzw "dorabianie", czyli robienie czegoś, na co tak naprawdę nie mamy ochoty a robimy to tylko dla zarobku, czasem się do tego nawet nie nadając. Po prostu myślmy o dzieciach.

Po tym rachunku sumienia mozemy trochę ponarzekac na Rodziców, ale tylko trochę, bo szkoda czasu. Lepiej odwiedzic byłego podopiecznego i patrzeć jak wzrasta lub pisać petycje do rzadu próbujace zmienic złą sytuacje pedagogów na rynku pracy.

Chciałabym założyć kiedyś żłobek, ale zeby pracowały w nim prawdziwe Opiekunki i Opiekunowie (model ojca tez jest potrzebny), i zeby móc współpracować z naprawdę mądrymi rodzicami.

więcej »