Anna P.
Ewo, dzięki za szczery post. Nie traktuję go jako atak.
Już kilka razy pisałam, że list, do którego link podałam, miał się stać, w moim zamierzeniu, punktem wyjścia do dyskusji; stąd też tytuł wątku: szczepienia a autyzm i choroby neurologiczne. Nie narzucam nikomu gotowego rozwiązania, ale podaje moje do przemyślenia, nie roszcząc sobie prawa nieomylnosci.
Ani autorka listu nie neguje celowości szczepień, ani ja tego nie wyraziłam, natomiast napisałam:
1. składniki do ich produkcji powinny być bezwzględnie poddawane badaniom, tak by eleminować te, które wpływają toksycznie lub mogą stać się czynnikiem ryzyka (np. wspomniane adiuwanty);
2. należałoby ustalić dolną granicę wieku (dzieci) dla przeprowadzania szczepień.
3. nie powinno podawać się szczepionek łączonych , skojarzonych
4. powinno się wykluczyć szczepienie dzieci z grupy ryzyka (obniżona odporność, choroby metaboliczne itp.)
5. test kwalifikacyjny przed szczepieniem powinien obejmować nie tylko obserwację aktualnego (tj. w chwili badania lekarskiego) stanu dziecka ale całokształt jego stanu zdrowia. Nie może zdarzać się taka sytuacja, kiedy dziecko, z pozoru zdrowe (bez kataru, stanu zapalnego itp.), ale mające problemy z wypróżnianiem się, zostanie zaszczepione, bo jego stan ewidentnie świadczy o nieprawidłowościach w oczyszczaniu organizmu z toksyn.
6. rodzice powinni być dogłębnie informowani o możliwych powiklaniach i powinni, jako prawni opiekunowie, mieć głos ostatecznie decydujący w temacie szczepień.
7. nikt (z orędowników szczepień) nie powinien mieć pretensji do tych, którzy świadomie odmówili szczepień, wszak oni sami są zabezpieczeni (wedle ich pojęcia) i nic im nie grozi
Liv, wierzę, że mogłaś nie spotkać się z takimi dziećmi. Ja znam osobiście historię czworga.
Liv, piszesz - "takie jest życie" - nie! Takie mogłoby być życie, gdyby rodzice poszkodowanych dzieci zostali poważnie uprzedzeni (a nie zbywani) o ryzyku.
Jednak nikt nie podjął próby wypowiedzenia się co do powyższego stwierdzenia .
Niektóre osoby są zdania, że jako laik, nie powinnam w ogóle wysławiać się na tematy medyczne. Przyjęcie takiego stanowiska (wykluczyłoby większość zainteresowanych dyskusją z takowej, bo nie mających podwalin stricte w wykształceniu) eleminuje mnie z rozmów nt m.in. prawa, gospodarki wodnej, mwtalurgi, finansów, polityki itd, itd.
Czy w takim razie mam zamknąć buzię?