Praca niani kontra bledy wychowawcze rodzicow

Forum » Serwis Niania.pl - Wasze opinie
Pracuje jako niania od ponad roku.
Rodzinka - bardzo bogaci ludzie, wyksztalceni, kulturalni, oprocz niani zatrudniaja rowniez sprzataczke.
Matka dzieci pracuje w domu, ma swoje biuro na przeciwko kuchnio-salonu, w ktorym sedzam z dziecmi wiekszosc czasu. Pjawia sie w kuchni dziesiec razy na dzien zupenie rozpraszajac dzieci i dezorganizujac mi prace. Jej wizyty polegaja na tym, ze zasypuje dzieci pocalunkami i komplementami jakie to sa ladne i jakie maja ladne ubranka, taka egzaltacja trwa okolo kilka minut, potem mama musi wrocic do pracy i tu zaczyna sie koszmar - dzieci nie chca jej wypuscic, placza lapiac ja za nogi, ona sila musi je od siebie odpychac, znika w drzwiach zosatwiajac mi uplakane, rozdramatyzowane dzieci.... uspokajam je nastepne kilka minut, po to, by ona znow pojawila sie i zrobila ta sama scene. Nie musze wspominac, ze doprowadza mnie to do szalu.
Kobieta sama nie moze sobie poradzic ze swoimi emocjami, kiedy jej tlumacze, ze dzieci sa ze mna grzeczne, tylko zaczynaja wariowac, kiedy widza ja, i robia to z zapewne z tesknoty za nia, ona tlumaczy, ze jesli uslyszy najmniejszy krzyzk czy placz, juz biegnie do kuchni....
Pracuje z dziecmi po 40 godzin tygodniowo, weekendy naleza do rodzicow. Obserwujac ich relacje nie trudno wywnioskowac, ze ich czas spedzany razem polega na wielkiej egzaltacji swoimi dziecmi, zasypywaniem ich zabawkami, zero dyscypliny, co doprowadza do tego , ze dzieci sa strasznie rozpieszczone.
Zastanawia mnie dlaczego ludzie, zwlaszcza kobiety calkowicie traca dystans do swoich dzieci, ze czasem egoistycznie wpdaja w egzalatacje nad ich pieknymi malymi raczkami, blond loczkami i sympatycznym gaworzeniem, nie zdajac sobie sprawy, ze nie tedy droga, ze to nie jest wychowanie.
Pracujaca mama zatrudniajaca opiekunke zazwyczaj ma wyrzuty sumienia, ze spedza z dzieckiem za malo czasu, wiec by nadrobic zaleglosci i uspokoic sumienie w weekendy pozwala dziecku na wszystko, no bo przeciez " to taki maly sliczny aiolek..."
Co zastaje opiekunka w poniedzialek rano po przyjsciu do pracy? - rozpieszczone, rozwydzrone dzieci, ktore po doswiadzczeniach z weekendu mysla, ze wszystko im wolno.
Druga sprawa - wydaje mi sie , ze wiekszosc matek robi ze swoich dzieci kaleki " tu nie idz bo upadniesz" "tego nie rob bo ubrudzisz raczki" - wynika to oczywiscie z przewrazliwienia, a doprowadza do tego, ze dzieci nie sa wogole samodzielne. Nie potrafia sie rowniez bawic same. Moim zdaniem dziecko powinno umiec spedzac czas ze soba, bawic sie samo, bo to uczy go kontaktu z samym soba i jest dobre dla jego rozwoju. Dzieci, ktorymi sie opiekuja nauczone sa , ze do kazdej zbawy potrzebuja asystenta. Matka dzieci oczywiscie wymaga ode mnie bym kazda chwile spedzala z dziecmi pokazujac im gry i zabawy, co oczywiscie jest ponad moje sily. Sama w weekeny pozwala dzieciom ogladac telewizje a zabawy w czytanie i ukladanie klockow nudza ja po kilku minutach.
Dziecko musi rowniez uczyc sie odnalezienia w swiecie doroslych ,zbytnie koncentrowanie sie na nim doprowadza do tego, ze nie potrafi bawic sie samo, spedzac czasu ze soba, a cale zycie rodzinne podporzadkowane jest jemu.
Zastanawia mnie czemu wiekszosc matek wymaga od nian tego, co same nie sa w stanie zrobic? oczywiscie - placa im za to - ale jaka jest wiec rola matek w rozwoju dzieci - pakowaie ich w weekend w samochod, zalozenie ladnych ubranek i zachwycanie sie nimi na oczach rodziny?
Opiekunka , niania ma zapewnic dzieciom opieke w czasie nieobecnosci rodzicow, ale jej rola nie polega na wyreczaniu rodzicow ze wszystkiego, nieprawdaz?
Ja nauczylam moich podopiecznych liczyc do 20, znaja alfabet, choc maja dopiero trzy lata, ale wymagania mamy rosna. Maja znac dni tygodnia, wiecej piosenek itd itp. Czasem mysle, ze wymaga ode mnie, bym zrobila z nich geniuszy ,i zeby ona oczywiscie miala z tego powod do dumy przed znajomymi....
Moje doswiadczenia z mojej pracy i opowiesci innyc nian, ktore spotykam na placu zabaw czy "plejgrupach" zmuszaja mnie do refleksji , ze w tego rodzaju pracy zatraca sie jakas wazna granica, i niesttety wiekszosc matek zatrudniajaca nianie powinna wczesniej odwiedzic psychologa.
Zaznaczam ze pracuje za granica i moze ludzie sa tu bardziej zepsuci, ale chcialabym pozanc opinie nian na ten temat, jakie powiny byc obowiazki niani, czy rodzice w swoich wymaganiah czasem nie projektuja jakichs swoich chorych ambicji i oczekiwan, ktorych sami na pewn nie zdolali by zrealizowac spedzjaac z dziecmi tyle godzin dziennie co nianie...
Bardzo chetnie poznam tez opienie mam, choc pewnie wielu sie narazilam tym , co napisalam. Drogie mamy, czego oczekujecie od nian, i co waszym zdaniem znaczy "zdrowe wychowanie"...
Zapraszam do dyskusji
12.06.2010 18:40
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 
Moja córka ma 13 miesięcy. Już ją uczymy z mężem co wolno a czego nie. Niektórzy twierdzą, że dziecko w tym wieku nie rozumie. Ja się z tym nie zgadzam. Może wiadomo nie wszystko wie, ale jeżeli powtarza się tysięczny raz, że nie wolno to wydaje mi się że dziecko rozumie tylko sprawdza na ile rodzice mu pozwolą. Co do brudzenia nie ma problemu moja córka już biega z dziemi na podwórku oczywiście ze mną i ma z tego ogromną frajde piszczy, śmieje się itp. Nie widze powodu dla którego miałabym ją pozbawia tego szczęścia. Zgadzam się z Panią, że niektórzy rodzice wyręczają się nianią. A moim zdaniem tak nie powinno byc. Niania powinna z rodzicami stanowic całośc i razem powinni ustalac jak postępowac wobec dziecka. Bo jeżeli niania swoje, a rodzice też to dziecko ma tylko mętlik w głowie. Niektórzy rodzice wymagają, żeby niania nauczyła literek, wierszyków itp. a sami umieją tylko zaproponowac dziecku drogą zabawke. Nie na tym polega wychowanie.
12.06.2010 19:49
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 
Zgadzam się z poprzedniczkami. Chciałabym też zwrócić uwagę na ilość oddziaływań, których dziecko doświadcza. Z jednej strony naturalne jest, że zajmuje się nim parę osób, np. w poniedziałki babcia, we wtorki mama, potem ciocia etc. Wówczas jednak dziecko zderza się z oczekiwaniami tych osób, które są różne i musi je spełniać naprzemiennie, aby je usatysfakcjonować. Np. mama na jedno pozwala, babcia nie pozwala, babcia pozwala na coś innego, mama nie. I dziecko kompletnie nie wie, jak ma się czasem zachować. Bo przecież bardzo wiele jest takich sytuacji, kiedy pożądany sposób zachowania dziecka nie jest ściśle, obiektywnie ustalony. I niemożliwe (nie łudźmy się - niemożliwe) jest przeforsować swój sposób podchodzenia do niektórych spraw wśród wszystkich osób, które wychowują dziecko. Tym bardziej niania, przecież ona nie zna wszystkich babć, cioć, etc. Tyle dobrego, że te oddziaływania rzadko następują jednocześnie. Ale doświadczamy tego np. kiedy mama wraca z pracy. I co teraz, dziecko słucha niani czy mamy? Niania mówi "załóż sandałki", na to mama "nie, nie musisz zakładać, chodź bez". I dziecko w tym momencie koduje sobie - niania posłuchała mamy, więc to mama rządzi. Jest to niestety błędem, o którym trudno powiedzieć rodzicom, w końcu to są ich dzieci. Taki problem zresztą nierzadko istnieje między samymi rodzicami, kiedy przy dziecku negocjują rozwiązania, a ten kto "wygra" i na czyje wyjdzie, ma u dziecka większe poszanowanie. Z jednej strony ta sytuacja może dziecko wprawić w zagubienie, ale z drugiej, na pewno jest pouczająca. Dorośli też wiedzą, na co i przy kim mogą sobie pozwolić, polega to na wzajemnym dostosowywaniu się do siebie. Jestem jednak zdania, że w przypadku małych dzieci należy postępować konsekwentnie, nawet jeśli jest to trudne do zorganizowania, a jeśli nie, to przynajmniej nie deprecjonować w oczach dziecka rozwiązań innych osób. A tak bardziej apropo wypowiedzi autorki wątku - dla mnie niezrozumiałe jest, kiedy niania zdaje relacje po całym dniu spędzonym z dzieckiem, przy czym nadmienia, że dziecko, mówiąc kolokwialnie, nabroiło, dziecko ma tego świadomość i próbuje przeprosić, a mama bagatelizuje sprawę i wychwala je pod niebiosa. Bardzo utrudnia to pracę niani, która stara się wspomóc rodziców w wychowaniu pociech, niejednokrotnie mając spore doświadczenie i wiedzę pedagogiczną. Paulina O. edytowała ten post 12.06.2010 21:26
12.06.2010 21:23
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 
Witajcie. Wątek bardzo ciekawy i szczerze mówiąc wywołał u mnie sporo przemyśleń. Ja jestem i nianią i matką. Należę do tego rodzaju osób, że pozwalam dziecku np. na placu zabaw próbować swoich sił, nie trzęsąc się nad nim i nie krzycząc co chwila: "uważaj bo spadniesz, bo zrobisz bam, bo będzie ała..." i reszta podobnych zwrotów, które codziennie tysiące razy słyszę na placu zabaw. Tak sobie nieraz myślę, że te biedne dzieciaki to nic na tym placu nie mogą. Niestety do takich osób należy też moja mama. Próbuję z tym walczyć, ale jej jedynym wyjaśnieniem jest to, że ona jest odpowiedzialna i nie chce potem pluć sobie w brodę. I tak oto mój prawie 2,5 letni syn, gdy idzie z nią na plac zabaw ma prawo tylko bawić się w piasku. Jeśli chce się pohuśtać na huśtawce, to tylko na kolanach babci, razem z nią, bo huśtawka nie ma oparcia. Ostatnio z ciekawości poszłam z moją mamą na plac zabaw i sytuacja wyglądała następująco. Syn chciał pozjeżdżać ze zjeżdżalni. Moja mama drżała za każdym razem gdy wdrapywał się na górę aby zjechać. Wytłumaczyłam, że ma tylko stać obok, że mały doskonale sobie radzi. Poprosiłam też aby tylko przytrzymała go za rękę gdy będzie zjeżdżał, żeby nie wyleciał jak z katapulty. W swym ogromie troski przeoczyła zupełnie moment, gdy mały zjechał. Wystrzelił jak z procy i wylądował na tyłku. Podbiegła, złapała go i mówi: "i co zobiłeś??? nie będziesz więcej zjeżdżał ze zjeżdżalni skoro nie umiesz!!!". Ręce mi opadły. Nie rozumiem, dlaczego dziecko idąc na plac zabaw ma się bawić akurat tam, gdzie życzy sobie rodzic/opiekun. Dlaczego nie można poasystować i pozwolić na coś trudniejszego niż robienie babek? A już najbardziej blokujący jest argument że: "dziecko jest pod moją opieką i nie mogę ryzykować".
13.06.2010 12:29
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 
Kochana!
Ja jestem opiekunką pozwalam maluchom na rozwijanie aktywności ruchowej,ale wyobraż sobie ,że
dziecko spada z huśtawki i ma wstrząśnienie mózgu (bo tak fachowo się to określa) przez złą
opiekę.Twaja mama się tego panicznie boi i nie tylko ze względu na dziecko,ale podejrzewam,że
nawet ze wględu na Ciebie jak zareagujesz na ewentualny wypadek.
Moja wnuczka w wieku roku była oparzona przez Babcię Mamę synowej-awantura była kosmiczna,mnie
jako teściową pewnie by zabiła,a wypadek na oczach 5 dorosłych osób w salonie przy sympatycznej
popołudniowej herbacie.
Ostrożności nigdy zawiele.Zyczę dużo zdrowia i wyobrażni.
13.06.2010 12:53
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 

Jolanta W.
Kochana!
Ja jestem opiekunką pozwalam maluchom na rozwijanie aktywności ruchowej,ale wyobraż sobie ,że
dziecko spada z huśtawki i ma wstrząśnienie mózgu (bo tak fachowo się to określa) przez złą
opiekę.Twaja mama się tego panicznie boi i nie tylko ze względu na dziecko,ale podejrzewam,że
nawet ze wględu na Ciebie jak zareagujesz na ewentualny wypadek.

Więc niech trzyma dziecko gdy to siedzi na huśtawce, to chyba nie jest trudne podpierać dziecko za plecy? Ja tak właśnie robię i jeszcze mi nie spadło.

Moja wnuczka w wieku roku była oparzona przez Babcię Mamę synowej-awantura była kosmiczna,mnie
jako teściową pewnie by zabiła,a wypadek na oczach 5 dorosłych osób w salonie przy sympatycznej
popołudniowej herbacie.
Ostrożności nigdy zawiele.Zyczę dużo zdrowia i wyobrażni.

Osoba która jest tak przewrażliwona jak moja mama nie powinna w ogóle zabierać dziecka na plac zabaw. Po co ma się nerwicy nabawić?
13.06.2010 12:57
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 
Nie napisałam nigdzie że idąc na plac zabaw z dzieckiem powinno się usiąść na ławeczce jak matrona (a takie przypadki tez się zdarzają) i tylko z daleka obserwować licząc w duchu na szczęście, że dziecko karku sobie nie skręci. Ja zawsze jestem obok, asystuję, przytrzymuję jeśli trzeba, ale nie zabraniam na każdym kroku i nie ograniczam. Mi zabraniano, ograniczano, a potem na gimnastyce bałam się wykonać przewrót w przód, albo skoczyć przez kozła. Na dobre mi to nie wyszło niestety.
13.06.2010 13:02
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 

Emilia Łuczyk

Więc niech trzyma dziecko gdy to siedzi na huśtawce, to chyba nie jest trudne podpierać dziecko za plecy? Ja tak właśnie robię i jeszcze mi nie spadło.


A ja nawet nie trzymam "mojej" malej (juz jak miaa niespelna 1,5 roku hustala sie sama,bez mojego podtrzymywania)
Oczywiscie trzymalabym lub nie pozwalala sie hustac, gdyby pod hustawka byl beton czy kamienie.A skoro jest miekkie podloze,to coz sie moze stac dziecku? Raz tylko mi spadla,na co stojaca obok starsza kobieta,zwrocila mi uwage,ze dziecko jest za male na samodzielne hustanie. Tyle,ze w mojej karierze niani spadaly z hustawek tez 4 latki,ktore nagle koniecznie musialy wskazac na cos palcem (a wiec puscic sie lancucha)To by znaczylo,ze rowniez sa za male na hustanie samodzielne,co jest oczywista bzdura  


Osoba która jest tak przewrażliwona jak moja mama nie powinna w ogóle zabierać dziecka na plac zabaw. Po co ma się nerwicy nabawić?


Nerwica nie ma nic wspolnego z tym,o czym piszesz...  
13.06.2010 15:20
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 
Zazwyczaj od tego sie zaczyna, a przemienia sie to z czasem w ostre "schizowanie".
Pamietam dwudniowa wizyte u moich znajomych z dwojka dzieci. Po dwoch godzinach mialam ochote stamtad uciekac gdzie pieprz rosnie. Caly dom i jego rytm byl sterroryzowany przez maluchy. Niestety, przyczynili sie do tego rodzice, z ktorymi nie mozna bylo porozmawiac dluzej niz dzisiec minut, gdyz ciagle biegali, by strofowac, zakazywac, upominac, krzyczec, by miec wyrzuty sumienia i potem przytulac, i strofowac na nowo.
Podczas posilku zmeczeni rodzice usiedli , by cos zjesc, ale nie mogli sie ani na momenst odstresowac, znad talerzy krzyczeli ciagle "tego nie rusz " , " Kacperku nie popychaj Piotrusia" " Piotrusui nie idz tam , bo upadniesz" i tak w kolko, w kolko. Najgorsze ejst to, ze dzieciaki siedzialy na podlodze i po prostu sie bawily zabawkami, i rekacje rodzicow wyprzedzaly jakakolwiek akcje ze ich strony.Nie psocily dopoki rodzice nie zaczeli sie wtracac w ich zabawe. Nie muze wspominac, ze przebywanie w tym domu bylo tak meczace, ze szybko chcialo sie z niego uciekac. Zmeczeni byli rodzice, ktorzy na wlasne zyczenie nie mieli czasu dla siebie samych i na odpoczynek, jak rowniez dzieci, ktore rowniez odczuwaly stres panujacy w domu.
To wlasnie dom, w ktorym zachwiana byla ostro granica miedzy swiatem dziecka a swiatem doroslych. Niestety, w wiekszosci domow to dorosli sa elementem swiata dziecka, zamiast dziecko elementem swiata doroslych. Bo moim zdaniem mimo poswiecania dziecku uwagi, powinno sie go tez zostawiac samemu sobie, i uczyc pewnegp "dostosowania" do panujacych w domu warunkow, w tym istniejacego obok swiata doroslych. Pamietam siebie jako dziecko, czulam duzy respekt do swiata doroslych, kiedy w dmu pojawial sie ktos znajomy i rozmawial z moja matka czy ojcem, czesto po prostu siadalam i przysluchiwalam sie ich rozmowom, bylo to dla mnie bardzo tworcze i dzialalo na moja wyobraznie. Przytocze tu przyklad moich podopiecznych, ktorzy, kiedy mama z kims rozmawia wrzeszcza i ciagna ja za noge, i mam w koncu mui przerwac rozmowe , by je uciszac i uspokajac i z rozmowy nici. Nie wyobrazam sobie tez , ze jako dziecko nie mialam szacunku dla doroslych, byli dla nie kims, kogo darzylam jakims swoim "dzieciecym autorytetem". I tu znow przyklad moich podpopiecznych, ktorzy kiedy cos chca potrafia wrzesczes na doroslego, uderzyc, albo terroryzowac placzem. Moim zdaniem sa to tez pewne bledy wyhowawcze wynikajac e wlasnie na skupianiu calej uwagi na dziecku, ktora objawia sie pewnym "schizowaniem".
Nie rozumiem tez istniajacego wspolczesnie zjawiska, ze dziecko nie potrafi bawic sie samo. Szesciolatek krzyczy ojcu na glowa" pobaw sie ze mna", " nudze sie " " nie wiem co ze soba zrobic" itp. Dla mnie to troche jak dziecko-polinwalida, nie rozwiajajace sie normalnie, i jest to rowniez efektem bledu wychowaczego.
Najgorsze ejst to, ze rodzice nigdy nie maja zlej intencji, zazwyczaj wynika z ich nieswiadomosci, i zazwyczaj nie wiedza, ze zbytnia nadwrazliwosci i "przedobrzaniem" uzyskuja odwrotny efekt od zamierzonego.
13.06.2010 15:47
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 
Gosiu,pięknie to napisałaś teraz niektóre dzieci są upiorne.Pamiętam ,że jako dziecko chodziłam z dziadkami do różnych ich znajomych,gdize były serwantki z bibelotami i jedno
spojrzenie dziadka czy babci wystarczyło,że nie wyciągałam ręki po te cacka, teraz dziecko
się wydrze i mamuśka daje telefon lub cokolwiek na co dziecko ma ochotę i nie ma przebacz.
Gdzie się podział zdrowy rozsądek.Przecież dobrego zachwania nigdy zawiele.Czasy dla młodych
rodziców są ciężkie,ale kolejna zabawka za 200zł nie zastąpi wychowania.
13.06.2010 16:55
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 

Gosia G.
Niestety, w wiekszosci domow to dorosli sa elementem swiata dziecka, zamiast dziecko elementem swiata doroslych.


Dokładnie. Z pierwszego posta wyciągnełabym dobrą radę, że wiele kobiet powinno udać się do psychologa, zanim w ogóle zdecydują sie na ciąże. Można doszukiwać się skąd u współczesnych kobiet taki proces infantylizacji w opiece nad dziećmi. Niektórzy twierdzą,ze to móżdzki sprane reklamami, cudownymi aniołkami-bobaskami , ofertami od pieluszek, przez zabawki bo inne ustrojstwa niezbędne naszym dzieciom, które dominują swiat dorosłych...Jedna z niań tego forum, doswiadczona kobieta, napisała kiedys, ze zawsze ją interesowały wszystkie dzieciaczki (znajomych , z sąsiedztwa) , gdzies tak do wieku lat 10. Pozniej przestaly ją obchodzic. Odebralam to jako infantylizację jej osobowosci. Wiele kobiet tak ma, podnieca się bobaskami i dzieciaczkami, w wieku kiedy są najslodsze, pachnące, z gladką skórą i niewinnym myśleniem, tak jak puchate zwierzątko ,szczeniaczek nad ktorym sie rozczulamy...Najsmieszniejsze jest to ,ze taka czy inna metoda wychowcza nie przesądza absolutnie jak charakter dziecka uksztaltuje się w okresie jego mlodosci i dalej w doroslym życiu..Wiele do powiedzenia ma tu TYP OSOBOWSCI, uwarunkowania genetyczne. Czyli okaże się ,ze wychowanie nie zaszkodzi wcale dzieciom, ale napsuje krwi m.in. opiekunce . matka, ktora życie podporządkuje pod dzieci i zapomni o sobie obudzi się kiedys z ręką w nocniku, będzie wypominać niewdzięczność i wciąż przyssywać się do swoich dzieci, ktore będa chialy miec to cholerne życie wreszcie dla siebie.
13.06.2010 17:10
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 
Coś się chyba tu niektórym zapomniało lub pomyliło - niania jest po to by całkowicie wspierać rodziców, ściśle z nimi współpracować (jeśli rodzice tak zadecydują), wykonywać polecenia rodziców odnośnie opieki i nauki maluszka. Można ewentualnie rodzicom zasugerować inne rozwiązania danych sytuacji ale decyzja należy do rodziców czy na to przystaną czy nie.
Rodzic może sobie zażyczyć takiego a nie innego postępowania, wytyczyć zadania dotyczące prawidłowego rozwoju dziecka (we wszystkich sferach) choć sam tego nie musi robić: bo nie potrafi, bo mu się nie chce, bo nie ma na to czasu. Od tego jest niania która powinna to wszystko umieć i bierze za to wynagrodzenie, a jeśli komuś nie odpowiadają warunki pracy czy obowiązki to nikt nie trzyma na siłę.
13.06.2010 17:45
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 
Niania ma pomagac, zapewnic dziecku opieke podczas nieobecnosci rodzicow, a nie wykonywac za nich caly trud wychowania. Skoro komus, tak jak napisalas "sie nie chce" "nie ma na to ochoty albo czasu" to po co w ogole decydowal sie na dzieci...
Od czego w takim razie sa rodzice?
13.06.2010 18:18
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 

Gosia G.
Niania ma pomagac, zapewnic dziecku opieke podczas nieobecnosci rodzicow, a nie wykonywac za nich caly trud wychowania. Skoro komus, tak jak napisalas "sie nie chce" "nie ma na to ochoty albo czasu" to po co w ogole decydowal sie na dzieci...
Od czego w takim razie sa rodzice?

Nie nianiom o tym decydować, a dzięki temu że są tacy rodzice co potrzebują pomocy to Ty, wiele innych niań i ja mamy pracę
13.06.2010 18:45
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 

Gosia G.
Niania ma pomagac, zapewnic dziecku opieke podczas nieobecnosci rodzicow, a nie wykonywac za nich caly trud wychowania.
Od czego w takim razie sa rodzice?


Pierwszy Pani post przeczytałam i z większością poruszonych kwestii się zgodziłam. Teraz juz mniej. Co to znaczy wg Pani , że niania ma pomagać? Przebywa z dzieckiem najcześciej 5 razy w tygodniu przez większość dnia. Uważa Pani, ze rodzic jest w stanie wszystkiego dziecka nauczyć przez 2 dni (weekend) lub po powrocie z pracy jak jest czas najczęsciej na kolację, kapiel i sen ? To przez sen może ma to dziecko wychowywac?
Co oznacza zapewnić dziecku opiekę? Dac jeść, przypilonowac, by nie włozyło rączki do kontaktu, połozyc spać, a poza tym niech się bawi samo? Przestaję rozumieć do czego Pani zmierza.
13.06.2010 18:50
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 
Penelopa ma w sumie rację. Osobom postronnym w ogóle nie wolno decydować, czy człowiek może się rozmnażąć. Nawet z mocy prawa nie można nic zrobic. Czasami wydawałoby się logiczne, ze np osoby upośledzone nalezy ubezpładniać, Takie praktyki są zakazane i niehumanitarne. Pozostaje więc jedynie krytyka, bo faktycznie guzik komukolwiek do tego kto i po co zrobił sobie dzieciaka. Trzeba też pamiętac, ze zatrudniającym jest rodzic a nie dziecko. Nie zatrudnia nas też np Sąd, czy Kurator , który daje wytyczne jak dane dziecko wychowywać. Faktycznie, niania spędza często wiecej czasu z dzieckiem niż jego rodzice, ma na nie ogromny wpływ i może nawet wykorzystywać tą przewagę nad rodzicami, postępować według sowjego "ja wiem lepiej". Taka niania zostanie jednak szybciutko zdemaskowana. Po dziecku bardzo widać, kto je jak "nastawia". To , ze nie ksztaltuje się dzieci wbrew koncepcji rodziców, nie oznacza ,ze trzeba ograniczyc swój kontakt do nakarmienia dziecka. Chodzi o to, ze nie wpiera się dzieciom zakazów ani nakazów, ktorych nie uznają rodzice. Nie nakłania do własnej religii. Nie karmi wg. swoich koncepcji żywieniowych. (mam przyklad u znajomej, mamy alergika, którego wprawdzie nie niania, a babcia karmila tym co uznawala za "lepsze"). Oprócz pewnych oczywistych zjawisk "dobrych" i "złych" są takie, którzy rózni ludzie klasyfikują różnie. Niania powinna zaś działać zgodnie z wyborem rodziców. Może dla zobrazowania. Moja matka uwielbia zwierzęta i zawsze moglam znosić wszystkie do domu, pieski, kotki kaczuszki (mieszkalismy na wsi), zabierać je do łózka. Natomiast moja ciotka podnosiła wrzask, że zwierzę w pościeli, ze bakterie itd. Koleżanki miały zakaz czytania ksiazek, dla tzw dorsolych czy oglądania tv, ja miałam dostęp do każdej pozycji. Taka była koncepcja mojej matki, a kobiety, które mialy moze mniej rozgarnięte dzieci lamentowały ,ze nie wypada i ze "to nie dla dzieci". Chodzi więc o to,zeby podejmując się pracy niani, swoje życie osobiste i własne przekonania schować do kieszeni albo nie wchodzić do czyjejś rodziny i nie knuć przeciwko niej.
13.06.2010 19:22
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 

Paulina O.

I dziecko w tym momencie koduje sobie -

niania posłuchała mamy, więc to mama rządzi. Jest to niestety błędem, o którym trudno powiedzieć rodzicom, w końcu to są ich dzieci.

Paulino, podstawowa sprawa, Tak własnie powinno byc! Dziecko powinno mieć zakodowane, ze to mama rządzi!! Napisałas tak ,jakby niania byla rodzicem. To jest wręcz chore. Jedyne równouprawnienie powinno byc miedzy ojcem a matką. Nie powinni przeczyc sobie, poza tym dziecko zawsze! powinno wiedziec, ze najważniejsze zdanie nalezy do mamy a nie obcych ludzi!
13.06.2010 19:28
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 
No i właśnie tutaj trzeba sie zdeklarować czy chce się mieć nianie która ma wychować dziecko zamiast rodziców czy ma tylko przysłowiowe dopilnować
bo jeśli zatrudnia sie nianie jako osobę kompetentną płaci jej sie za to żeby wychowała nauczyła bo ma kwalifikacje a rodzice nie maja czasu, nie chce im sie czy tez mają inne powody to w takim przypadku powinni kontynuować metody opiekunki żeby nie mieszać dzieciom w głowie,
ale gdy oni maja juz opracowane swoje metody to powinni zapoznać z nimi nianie, która powinna postępować tak jak sobie życzą bo to ich dom i ich dzieci
więc uważam ze najważniejsza tu jest rozmowa o oczekiwaniach rodziców, a przecież często rodzice z pewnych spraw nie zdaja sobie sprawy więc tu też rozmowa z rodzicami i jeśli na jakieś inne metody wtedy sie zgadzają to powinni je kontynuować, bo takie nieporozumienia to rzeczywiście ogłupianie dzieci
13.06.2010 19:50
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 

Aleksandra B.

bo jeśli zatrudnia sie nianie jako osobę kompetentną płaci jej sie za to żeby wychowała nauczyła bo ma kwalifikacje a rodzice nie maja czasu, nie chce im sie czy tez mają inne powody to w takim przypadku powinni kontynuować metody opiekunki żeby nie mieszać dzieciom w głowie


Dokladnie!

ale gdy oni maja juz opracowane swoje metody to powinni zapoznać z nimi nianie, która powinna postępować tak jak sobie życzą bo to ich dom i ich dzieci


Niestety czasem rodzice nie maja zadnej metody(lub maja ja teoretycznie,ale nie stosuja) a dziecko jest "rozpuszczone". Wtedy niania powinna "wziac sprawy w swoje rece" lub odejsc,jesli to w jaki sposob niania chce wychowac dzieci,nie jest zgodne z przekonaniami rodzicow.
W moim przypadku umiem dostosowac sie do wychowawczych wymagan rodzicow (innych,niz moje) tylko wtedy, kiedy widze ich skutecznosc.Kiedy nie widze,a nie moge wyprobowac mojej metody-odchodze. Nie bede uzerac sie z niegrzecznym dzieckiem!
13.06.2010 19:59
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 
Na złe zachowanie dziecka w danym momencie,reakcja niani i mamy może się różnić.
Często trzeba od razu reagować i wtedy rozmowa niczego nie zmieni.
Ja miałam taki przypadek,kiedy wobec mnie dziecko zachowało się agresywnie.Mama szybko zabrała dziecko do innego popkoju na rozmowę.
Po chwili znów była agresja.Moje stanowcze stwierdzenie /w obecności mamy/,że jeżeli to się powtórzy,to ja sama,bez udziału mamy sobie z nim pogadam ,i agresja się skończyła.
13.06.2010 20:07
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 
dlatego ja zawsze pytam jakie zasady panują w domu, chociaż zwykle to nie muszę o to pytać bo rodzice sami o tym mówią
13.06.2010 20:08
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 

Kasia R.

Paulina O.

I dziecko w tym momencie koduje sobie -

niania posłuchała mamy, więc to mama rządzi. Jest to niestety błędem, o którym trudno powiedzieć rodzicom, w końcu to są ich dzieci.

Paulino, podstawowa sprawa, Tak własnie powinno byc! Dziecko powinno mieć zakodowane, ze to mama rządzi!! Napisałas tak ,jakby niania byla rodzicem. To jest wręcz chore. Jedyne równouprawnienie powinno byc miedzy ojcem a matką. Nie powinni przeczyc sobie, poza tym dziecko zawsze! powinno wiedziec, ze najważniejsze zdanie nalezy do mamy a nie obcych ludzi!


Oczywiście, że mama rządzi! Ale to nie oznacza, że musi pozbawiać nianię autorytetu. A niania musi mieć autorytet - z tym chyba się zgodzicie. Nie podoba mi się, że napisałaś, że to jest "chore". To nie jest chore. Jeśli dzieckiem zajmuje się parę osób, niemożliwością jest, żeby wszystkie dostosowały się w 1oo% do "wymogów" rodziców. Oczywiście, że w kwestiach fundamentalnych i najważniejszych zdanie rodziców jest święte i nie należy go podważać (pod warunkiem,że ich metody wychowawcze w obiektywny sposób nie wyrządzają dziecku krzywdy). Ale nie może być tak, że mama neguje zdanie niani przy dziecku, może jej powiedzieć na osobności, że coś jej się nie podoba. Albo przynajmniej jak niania wyjdzie powiedzieć np. "możesz już zdjąć sandałki" - bo wtedy przejmuje tę opiekę i już. Nie ma takiej możliwości, żeby rodzice przekazali niani wiedzę dot. WSZYSTKICH potencjalnych sytuacji, w których niania może się znaleźć i wyjaśnić jej, jak powinna się zachować. Niania podejmuje mnóstwo samodzielnych decyzji każdego dnia. Oczywiście, że nie jest rodzicem, ale przejmuje część jego funkcji. No halo...
13.06.2010 21:06
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 
Niania ma brac udzial w rozwoju dziecka, czyli czytanie ksiazek, zapewnianie odpwiednio dobranych do wieku gier i zabaw, rysowanie, malowanie, spacery - nalezy to do jej obowiazkow tak jak nakarmienie, ubranie, umycie dziecka.
Nie polega tylko to na pilnowaniu czy dziecko wlozylo reke do kontaktu i porazil go prad czy nie - owszem, to mijaloby sie z celem.
Ktos napisal, ze niby jak rodzice maja wychowywac skoro maja tylko weekeny i wieczory do dyzpozycjii i ze to obowiazek niani, bo za to jej placa - rany, szkoda mi dzieci osoby, ktora tak twierdzi. I znow przyklad wziety z mojej pracy jako potwierdzenie tego co pisze- koncze prace o 6.30. Matka przejmuje dzieci i wlacza im telewizje, o godzinie 7.30 mama wymaga, by dzieci byly w lozku, czyli godzine czasu dziennie spedzone z dzieckiem. Ale nie o to nawet chdzi, kiedy dzieci nie chca isc do lozek o wyznaczonej porze, mama na drugi dzien ma pretensje do mnie, ze dzieci pewnie mialy za dluga drzemke i to, ze posiedziala ze swoimi wlasnymi dziecmi wieczorem jakies dwie, a nie ustalona godzine odbija sie jej frustracja i zdenerwowaniem na drugi dzien,bo poprzedniego wieczoru zamiast poczytac sobie ksiazki lub obejrzec film zawracaly jej glowe jej wlasne dzieci? I jak to nazwac? Zapracowaniem, lenistwem, egoizmem, czy moze pojsciem na latwizne? Bo ze mna telewizje dzieci maja zabronione, wrecz z obrzydzeniem wyjasniane mi jest jak telewizja jest obrzydzajaca i psuje dzieci, a pierwsza jej czynnosc po powrocie do domu to wlasnie siegniecie po pilot i wlaczeiu dzieciom bajki.
A weekendy, tak jak napisalam ograniczja sie do egzaltacji dziecmi, przymierzaniem ich nwych ciuszkow i podziwianie jak ladnie w nich wygladaja, kupowaniem zabawek, i oczywiscie ogromem nadmiernej czulosci i przystawaniem na wszystko , co dziecko sobie zarzada. Tak jak napisalam wczesniej - jest to najbardziej widoczne w poniedzialki rano, kiedy takie rozwydzrzone dzieci potrzebuja caleg dnia po tym "weekendowym zepsuciu" , by przestawic sie na rutyne dnia i moje zasady, czyli cos takiego, o czym zaparcowani rodzice zapominaja, a czym jest wyznaczanie dzieciom granic zachowan za pomoca dyscypliny. Czy nie mozna tych weekendow spedzac troche w "madrzejszy: sposob?
...
"Paulino, podstawowa sprawa, Tak własnie powinno byc! Dziecko powinno mieć zakodowane, ze to mama rządzi!! Napisałas tak ,jakby niania byla rodzicem. To jest wręcz chore. Jedyne równouprawnienie powinno byc miedzy ojcem a matką. Nie powinni przeczyc sobie, poza tym dziecko zawsze! powinno wiedziec, ze najważniejsze zdanie nalezy do mamy a nie obcych ludzi!" -
- no wlasnie... z jednej strony wymaga sie od niani, by wychowywala, bo rodzice nie maja czasu, a z drugiej strony to tyko obcy czlowiek i mama rzadzi
13.06.2010 21:11
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 
Wiem że to nasza praca, ale trudno żeby niania akceptowała rozpuszczenie dziecka. Lub to że np. dziecko bije kogoś, gryzie itp. Więc nie zawsze możemy się dostosowywac do tego czego oczekują rodzice. Niestety niektórzy rodzice nie radzą sobie z wychowaniem dzieci. I potem czarna robota spada na nianie.
13.06.2010 21:13
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 
jeśli niania ma być tylko wiernym odtwórcą postępowania rodziców, to po co są rozmowy z nimi, wybór spośród paru pań i na czym on polega? która lepiej się dopasuje? niania wielokrotnie jest partnerem rodzica, który nie jest wszechwiedzący, często proszona jest o radę, ma w oczach rodziców autorytet, bo np. jest pedagogiem (ja będę nim za miesiąc (oby  ) i naprawdę wiele razy mamy polegały na mojej wiedzy wyniesionej ze studiów, mimo że były ode mnie o połowę starsze i miały więcej doświadczenia). ja naprawdę nie potrafiłabym przykładowo puszczać dziecku bajek jedna za drugą przez parę godzin tylko dlatego, że wiem, że tak postępują rodzice. niania musi być konsekwentna, bo zdobywa tym szacunek i rodzica i dziecka. nie jest robotem. ba, bardzo często jest osobą niezmiernie znaczącą dla dziecka.
13.06.2010 22:00
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 
« Powrót do listy tematów