|
Witam drogie nianie. Ja muszę powiedzieć, że mnie bardzo zawiedli rodzice dzieci, którymi się opiekowałam. Dzisiaj żałuję, że nie zrezygnowałam z tej rodziny wcześniej, zwłaszcza dlatego, że problemu zaczęły się już od samego początku.
Na rozmowę kwalifikacyjną poszłam kilka miesięcy wcześniej - rodzina wybrała mnie od razu. Ustaliliśmy stałą stawkę miesięczną (8-9h dziennie + jedna sobota i jedno popołudnie w miesiącu). Moja stawka była dokłdnie obliczona, tak, że po opłaceniu mieszkania i czesnego zostałoby mi 350 zł na życie.
Przez pierwszy miesiąc (próbny) umówiliśmy się, że będę miała płacone za godzinę, ponieważ robiłam praktyki, a oni nie potrzebowali jeszcze niani na stałe, wiec przychodzilam na kilka godzin dziennie.
Do moich obowiązków należała opieka na 6-cio miesięczną dziewczynką i w przypadku choroby nad jej 3letnim bratem, który miał uczęszczać do przedszkola.
Po próbnym miesiącu (na drugi dzień miałam zaczynać pracę na stałe)przeprowadzono ze mną rozmowę. Byli bardzo zadowoleni, wszystko pięknie, cudownie, wspaniale ... "ale zapomnieliśmy ci powiedzieć, że dostaniesz tę kwotę brutto" ... Nie mogłam się zgodzić, powiedziałam otwarcie, że cieszę się, że miałabym pracować na umowie, ale po odliczeniu podatku, nie będę miała nawet na zapłacenie rachunków, także będę musiała zrezygnować. Kiedy już się rozstawaliśmy (.. "a wiesz, że nie znajdziesz pracy od zaraz", "że będziesz stratna", "nie masz pewności, że ktoś cię przyjmie od razu" itd. )postanowił, że zatrudni mnie jednak na umowę, ale "na ręke" dostane tyle, na ile sie umawialiśmy (umowy nie zobaczyłam nigdy).
Praca od września wyglądała w ten sposób 6:30 - 16 ("przepraszam, -bo korek - bo zakupy, - bo małego nie mogłam ubrać,- bo milion powodów). W żaden dzień nie byłam 8h, zawsze ponad 9 czy 10, do tego z dwa razy w tygodniu "będziemy trochę później" co zamieniało się w 2, 3h. Byłam zmęczona. Wracałam do domu, szłam spać. I tak, przez bite dwa miesiące. Powiem szczerze, że na początku nie chciałam się buntować, bo wiadomo nowa praca, zależało mi, ale ile można? Dodam, że bywało, że starszy chłopiec chodził do przedszkola rzadziej niż co drugi tydzień, był czas, że 1,5 miesiąca był w domu.
A powiem szczerze, że dzieciak był trudny (żadnych zabaw plastycznych - bo są nudne, żadnych zabaw typu "bawimy sie w kucharzy", wyliczanek, piosenek - tylko TV i komputer) no i " - nie założe tych g*wnianych rajstop", "nie odzywaj się do mnie", "wyjdź stąd, bo ci każe" zarówno do mnie i jak do rodziców.
Po trzech miesiącach, postanowiłam z nimi porozmawiać. Powiedziałam, że nie podoba mi się ich zachowanie, że nie na to się umawialiśmy, pracuję dużo więcej niż miałam, a za żadną! nadgodzinę mi nie zapłacono. A poza t5ym, zwyczajnie ludzko jestem zmęczona! - dowiedziałam się, że mi się krzywda nie dzieje, że są bardzio zawiedzeni moim zachowaniem, no i ,że mam tupet, bo w życiu się jeszcze nie napracowałam. Kolejny moment, kiedy powinnam odejść. Ale postawiłąm warunek, że albo pracuję tak jak się umówiliśmy, albo na godziny.
Wybór na godziny. Mówiąc szczerz trochę się ucieszyłam, pomyślałam o tych nadgodzinach i w ogóle... ale okazało się, ze jestem potrzebna tylko na 5, 6 godzin.
Później zapytano mnie, czy wolę dostać za godziny czy umawiamy się, że stała kwota na tej samej zasadzie, co ustaliliśmy na początku.
Ostatnimi czasy, mała się rozchorował, zapalenie płuc. Dostałam dwa dni wolnego, bo mama chciała z nią pobyć. Zadzwoniłam po dwóch dniach, wciąż nie byłam potrzebna, ale prosiła mnie o dyspozycyjność. Jestem człowiekiem, byłam gotowa jeździć tam o każdej porze, gdy dowiedziałam się, że mała jest w szpitalu, po to, by ją zmienić. Spławiano mnie przez dwa tygodnie, aż poinformowano mnie, że dziekujemy za wpółpracę (od połowy lutego zamieścili ogłoszenie na niania.pl)zostawiając mnie bez środków na mieszkanie czy życie..
Dzisiaj znalazłam pracę zgodnie z moim kierunkiem studiów, za mniejsza kwotę, ale na umowie. Rezygnuje z bycia nianią, chociaż kocham dzieci, bo to za duże ryzyko na które nie mogę sobie pozwolić. Bardzo żałuję, ponieważ dawałam z siebie wszystko, polubiłam dzieci, dzieci polubiły mnie, nidgy nie działa im się ze mną krzywda, zawsze były wyspane, nakarmione, zadbane, przytulałam kiedy płakały, wymyślałam bajki, przegrywałam im własne płyty z muzyką...a oni potraktowali mnie w ten sposób.
|