z dreszczykiem - dzieci a duchy

Forum » Kawiarenka - pogaduszki o wszystkim
Moja Olka od jakiegoś czasu uparcie pokazuje mi jakiegoś "pana" w kacie pokoju. Dzisiaj i moja podopieczna ucięła sobie "pogawędkę" ze ścianą...
Niedawno usłyszałam historię z życia znajomej mojego brata.
Jak była mała, ciągle mówiła że w domu mieszka taki stary pan z brodą. Traktowali to jako imaginacje malucha, ale...zdarzyło się jakieś rodzinne spotkanie, wspominanie starych czasów, oglądanie starych zdjęć rodzinnych...ona też oglądała, jak doszło do zdjęć z pradziadkiem, ożywiła się, pokazała go palcem i powiedziała że to właśnie jest ten stary pan...
Macie jakieś takie historyjki z dreszczykiem o dzieciach?
02.02.2010 21:50
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 
Pewnego razu a było to na początku mojej opieki nad maluszkiem,karmiąc go byłam odwrócona plecami do kuchni.Maluszek siedział mi na kolanach i jak to mały kręcił się , odwracał,i w pewnym momencie popatrzył w stronę kuchni i rozpłakał się. Odwróciłam się i pytam go co zobaczył że się wystraszył,/ a ja już miałam panikę w oczach/ale,że dziecko jeszcze nie mówiło , to i się nie dowiedziałam co go wystraszyło.Cały czas zerkał do kuchni bojąc się do niej zbliżyć.Pomyślałam że jak dziecko będzie sie bało to nie będę go u siebie pilnować.Jak rodzice zabrali dziecko do domu to jak wkroczyłam do kuchni jak rzuciłam schabowymi i kośćmi,tak że blok się trząsł,że jeżeli tu coś jest to ma mi się natychmiast z domu wynosić i czy już nie ma kogo straszyć ,tylko małe dzieci straszy. Bałam się jak dziecko mi na drugi dzień zareaguje, ale maluszek przyszedł i nic a w dodatku od tego czasu bardzo lubi się bawić w kuchni.I nie wiem do dnia dzisiejszego ,czego się w tedy wystraszył.
02.02.2010 22:09
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 
moja chrześnica kiedyś została ze mną u siebie w domu jak moja siostra pojechała do pracy i po jakiejś godzinie wspólnych wygłupów i brudzenia się w farbie pobiegła do przedpokoju i krzyczy "panieka" , "panieka" a ja się jej pytam co to takiego skarbie powiedz mi kim ta pani jest ale nie umiala mi tego wyjanić powiedziała że sie boi i pociągła mnie za rękę i zdarza jej się to od czasu do czasu ale nie ogłada żadnych bajek z duchami ani starych zdjęć i do dziś nie wiemy kto to taki.
a teraz kilka historyjek   

Swatka zza grobu

Dwanaście lat po swej śmierci, w 1885 r., Palladia pojawiła się u sędziego radośnie uśmiechnięta. Powiedziała: „Byłam, widziałam". I... znikła. Nazajutrz rano po raz pierwszy odwiedziła młodą dziewczynę, której Mamczicz nie znał.
Palladia stanęła u wezgłowia łóżka dziewczyny i powiedziała:
„Nie bój się mnie, jestem dobra i kochająca". Minął rok i dziewczyna wyszła za sędziego...
Jeszcze przez kilka lat Palladia pojawiała się w domu sędziego. Widywał ją tylko on oraz jego malutki synek, Oleg. Dziecko wskazywało wtedy palcem jakiś punkt w przestrzeni i mówiło: „Pani". Nie mógł to być dziecięcy wymysł, gdyż pies Mamczicza zawsze podczas tych wizyt wpadał w panikę i tulił się do ludzi. Jak wiadomo - oprócz człowieka o specjalnych paranormalnych uzdolnieniach - ducha widują malutkie dzieci i zwierzęta.
Ostatni raz Palladia pokazała się Olegowi, gdy miał dwa latka...

Mili „dziadkowie"

A.K. (tymi inicjałami przedstawił się w Internecie) podał, że w 1967 r., gdy miał pięć lat, jego rodzina wynajęła staroświecki dom w Waterloo w Kanadzie. Były tam trzy sypialnie. Jedną z nich - najmniejszą, z pięknymi witrażowymi drzwiami na mały balkon, zajęła starsza o dwa lata siostra chłopca. Niedługo w niej gościła.
Przez dwie kolejne noce budziła cały dom krzykami. W końcu zamieniła się na sypialnie z bratem.
A.K. przekonał się wkrótce, dlaczego jego siostra krzyczała. Niemal każdej nocy budził się i... w nogach jego łóżka siedziała albo starsza dama, albo równie wiekowy mężczyzna. Patrzyli na niego z sympatią, uśmiechali się.
Chłopczyk bardzo tęsknił za swoimi dziadkami, którzy mieszkali w Anglii, więc widok uśmiechniętych staruszków sprawiał mu radość. Nigdy się ich nie bał, czuł się przy nich mniej samotny.
Pewnego razu właściciel domu zabrał chłopca na strych. Tam, wśród rozmaitych rupieci, zobaczyli fotografię w ramce, przedstawiającą starsze małżeństwo. Właściciel powiedział, że byli to jego dziadkowie, którzy mieszkali w tym domu przed wielu laty. Okazało się, że to właśnie para staruszków odwiedzających chłopca...
02.02.2010 22:18
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 
Jaki rewelacyjny temat!
Mam tzw.ciary  
02.02.2010 22:22
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 
   Pisalysmy juz nt gdzieś na forum,zdaje się ,ze w jakimś temacie z dzieckiem na cmentarzu   
Ja również wierzę i miałam takie doświadczenia...
Poszukam linku   
Mam!Znalazłam    http://www.niania.pl//tlbkqzxorprp/1/PostList.html
Oczywiście standardowo,zeszłysmy z czasem z tematu glównego          Beata D. edytowała ten post 02.02.2010 22:26
02.02.2010 22:23
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 
no to cos czuję, że dzisiaj szybko nie pójdę spać   
juz dziękuję za link
02.02.2010 22:27
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 
Proszę uprzejmie Ewo   
Ciekawy temat   
PS.Dominiko czemu masz taką przerażającą ;P czarną fotkę w profilu?    Beata D. edytowała ten post 02.02.2010 22:30
02.02.2010 22:30
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 

Beata POPOŁUDNIA,WEEKENDY
Proszę uprzejmie Ewo   
Ciekawy temat   
PS.Dominiko czemu masz taką przerażającą ;P czarną fotkę w profilu?   


Beatko, coś mi źle zdjęcie dodało    ale czerń wyszczupla   
02.02.2010 22:40
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 

Dominika R.

Beata POPOŁUDNIA,WEEKENDY
Proszę uprzejmie Ewo   
Ciekawy temat   
PS.Dominiko czemu masz taką przerażającą ;P czarną fotkę w profilu?   


Beatko, coś mi źle zdjęcie dodało    ale czerń wyszczupla   


         no to już jestem spokojna   
Bo myślałam ,że to nawiązanie do tematu         
02.02.2010 22:42
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 
no to jak się temat podoba to ja dodam swoje dziecięce doświadczenie.

Miałam wtedy 8-9 lat.
Byłyśmy w gościach u mojej Cioci - siostry mojej Mamy. Tzn ja i Mama. Wujek był wtedy takim typowym partyjniakiem - komuchem, dość ważnym w KGHM.
Moja Mama wołała czasem duchy. W ogóle, to ona wróży z kart - i uwierzcie, zawsze się sprawdza, moje koleżanki, ich mamy, tez przychodziły, i tez im się sprawdzało, poza tym wahadełkiem się sprawnie posługuje, i inne takie...
Wracając, Ciocia się zdecydowała na wołanie duchów u niej - wujek miał późno wrócić, przy nim nie można było, wiadomo czemu...
Zabrakło tylko wody święconej i krzyżyka - wiadomo, w domu komunisty takich rzeczy nie było..
Rozłożyły tą płachtę z literkami, talerzyk ze strzałką, no i zaczynają te wywołania.
Wołały tradycyjnie swoją Mamę.
Zaczyna się talerzyk ruszać - ja siedzę na dywanie, czymś tam się bawię, ale obserwuję - byłam z domu przyzwyczajona do tego.
W pewnym momencie zorientowały się, że coś jest nie halo. Duch mówił inaczej niż Babcia. Spytały "kim jesteś"
odpowiedział: jest nas 44. teraz już nas nie wyrzucicie.
zaczęły odwoływać, w tym czasie Ciocia wysłała moje kuzynki do kościoła po wodę święconą, dziewczyny przyniosły też jakies krzyzyki które miały schowane przed Wujkiem.

Potem nagle talerzyk zaczął się szamotać, szalał po całym stoliku, nie nadążały z rękami za nim... potem się uspokoił,zaczął pokazywać litery. Wyszło że Babcia przyszła z odsieczą, ale jeszcze nie przegoniła tego czegoś... potem znowu szamotanina..
i wtedy nagle przyszło najgorsze (dla mnie)
talerzyk zaczął SAM zjeżdżać po nodze od stołu.
Od mojej strony, one nawet nie sięgały do niego, po prostu zjechał sobie po nodze...one wstały, doszły z rękami, talerzyk pojechał do drzwi wejściowych.
Otworzyły te drzwi, talerzyk sobie "wyszedł". Na schodach zostawiły go i uciekły do mieszkania, zamknęły zamek...
i po chwili zadzwonił dzwonek...
Za drzwiami stał wujek (wrócił wcześniej), z talerzykiem w ręku.
Wściekły, bo zobaczył strzałkę na talerzyku i domyślił się co się działo.
...
Po niecałym roku wujek zwariował. Spędził potem kilkanaście lat w zakładzie psychiatrycznym, w międzyczasie na przepustce próbował zabić moją Ciocię.

Wiem jedno - widziałam ten talerzyk, widziałam co się działo, tą panikę Mamy i Cioci...widziałam jak się zsuwał po nodze od stołu. Cała reszta jest tylko domysłem, skojarzeniem....ale co było, to było.
02.02.2010 22:55
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 
no to teraz nie zasnę  
02.02.2010 22:58
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 
Dominiko ja wierzę,nigdy tego sama nie przeżyłam, ale znam podobne praktyki z opowieści mojej kochanej babci  
02.02.2010 23:06
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 
no to mam nastepna prawdziwa historie i wlasnie przypomniala mi o niej moja przyjaciolka, bo kiedys sobie opowiadalysmy takie rzeczy jak nam sie nudzilo wieczorami   

Wujek moje przyjaciolki mial przedziwny sen ktory powtarzal mu sie co jakis czas.... snila mu sie starsza kobieta ktora wchodzila do ich domu i moczyla dłonie w poswieconej wodzie zegnala sie i szeptem mowila mu za kazdym razem ze w ich domu bedzie nieszczescie....
W miesiąc po tym zginął jej brat wujka i to na jego rekach, bo razem wracali skądś tam i motorem w wujka brata ktos wjechał.

No i po śmierci mama siostra wujka (z druga siostrą w 1 wyrku) i słyszały stąpanie cięzkich butów po schodach i coś , co zbliżało się do drzwi na piętrze. One się tak były, że zakryły się kołdrą i zasnęły....

Chyba gdy miała być msza w jego intencji (w miesiąc po śmierci chyba) ,to on obudził mame moje przyjaciolki, obudził zimnym dotykiem, a we śnie widziała go myjącego zęby i wtedy powiedział do niej "Tam też trzeba być czystym..."

a tu jeszcze cos ciekawego
http://straszne1994.blog.onet.pl/1,AR3_2007-08_2007-08-01_2007-08-31,index.html
02.02.2010 23:46
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 
mojemu synowi tez sie przydazyla taka historia kiedys mieszkalismy u tesciow w pokoju gdzie kilka lat wczesniej na lozku umarla tesciowej corka .Jak my sie wprowadzilismy przemeblowalismy pokoj i w miejsce lozka zmarlej ustawilismy lozeczko malego .No i sie zaczelo dokladnie co noc o tej samej godzinie okolo 23 maly budzil sie z potwornym krzykiem i caly czas pokazywal raczka na okno wtedy bralam go na rece uspokajalam tak okolo pol godziny przez okolo dwa tygodnie .Ja wierze w duchy dlatego iwedzialam ze cos jest nie tak . Przestawilam lozeczko w inne miejsce i problem sie skonczyl widocznie zmarlej nie podobalo sie to ze ktos zajal jej miejsce .Potem jeszcze polalam to miejsce woda przywieziona z Lichenia .Podobno dzieci widza duchy najczesciej dotad dopoki nie zaczna mowic .....   
03.02.2010 09:22
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 

Dominika R.
no to jak się temat podoba to ja dodam swoje dziecięce doświadczenie.

Miałam wtedy 8-9 lat.
Byłyśmy w gościach u mojej Cioci - siostry mojej Mamy. Tzn ja i Mama. Wujek był wtedy takim typowym partyjniakiem - komuchem, dość ważnym w KGHM.
Moja Mama wołała czasem duchy. W ogóle, to ona wróży z kart - i uwierzcie, zawsze się sprawdza, moje koleżanki, ich mamy, tez przychodziły, i tez im się sprawdzało, poza tym wahadełkiem się sprawnie posługuje, i inne takie...
Wracając, Ciocia się zdecydowała na wołanie duchów u niej - wujek miał późno wrócić, przy nim nie można było, wiadomo czemu...
Zabrakło tylko wody święconej i krzyżyka - wiadomo, w domu komunisty takich rzeczy nie było..
Rozłożyły tą płachtę z literkami, talerzyk ze strzałką, no i zaczynają te wywołania.
Wołały tradycyjnie swoją Mamę.
Zaczyna się talerzyk ruszać - ja siedzę na dywanie, czymś tam się bawię, ale obserwuję - byłam z domu przyzwyczajona do tego.
W pewnym momencie zorientowały się, że coś jest nie halo. Duch mówił inaczej niż Babcia. Spytały "kim jesteś"
odpowiedział: jest nas 44. teraz już nas nie wyrzucicie.
zaczęły odwoływać, w tym czasie Ciocia wysłała moje kuzynki do kościoła po wodę święconą, dziewczyny przyniosły też jakies krzyzyki które miały schowane przed Wujkiem.

Potem nagle talerzyk zaczął się szamotać, szalał po całym stoliku, nie nadążały z rękami za nim... potem się uspokoił,zaczął pokazywać litery. Wyszło że Babcia przyszła z odsieczą, ale jeszcze nie przegoniła tego czegoś... potem znowu szamotanina..
i wtedy nagle przyszło najgorsze (dla mnie)
talerzyk zaczął SAM zjeżdżać po nodze od stołu.
Od mojej strony, one nawet nie sięgały do niego, po prostu zjechał sobie po nodze...one wstały, doszły z rękami, talerzyk pojechał do drzwi wejściowych.
Otworzyły te drzwi, talerzyk sobie "wyszedł". Na schodach zostawiły go i uciekły do mieszkania, zamknęły zamek...
i po chwili zadzwonił dzwonek...
Za drzwiami stał wujek (wrócił wcześniej), z talerzykiem w ręku.
Wściekły, bo zobaczył strzałkę na talerzyku i domyślił się co się działo.
...
Po niecałym roku wujek zwariował. Spędził potem kilkanaście lat w zakładzie psychiatrycznym, w międzyczasie na przepustce próbował zabić moją Ciocię.

Wiem jedno - widziałam ten talerzyk, widziałam co się działo, tą panikę Mamy i Cioci...widziałam jak się zsuwał po nodze od stołu. Cała reszta jest tylko domysłem, skojarzeniem....ale co było, to było.

Sądzę, że choroba psychiczna Twojego wujka to kara za wywołanie duchów. Dusze później się błąkają, nie zaznają spokoju. Jaki normalny chrześcijanin robi coś takiego???    Katarzyna Mazur - Mroczek edytowała ten post 03.02.2010 14:20
03.02.2010 14:20
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 

Katarzyna Mazur - Mroczek
>> Sądzę, że choroba psychiczna Twojego wujka to kara za wywołanie duchów. Dusze później się błąkają, nie zaznają spokoju. Jaki normalny chrześcijanin robi coś takiego???   


   Bardzo odważna hipoteza    i dośc surowy osąd   
Zawsze byłam i jestem zdania ,że do TYCH rzeczy należy podchodzić z rozwagą   
Nie popadajmy jednak w paranoje   
A jeśli chodzi o twoje pytanie...to uważam ,że sugeruje jakąś skrajność   
Temat jest dość kontrowersyjny,owszem,ale żeby od razu podchodzić do niego pod kątem wyznania?
Poza tym Dominika nie określiła w co lub kogo wierzy;P
03.02.2010 15:23
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 

Katarzyna Mazur - Mroczek

Dominika R.
no to jak się temat podoba to ja dodam swoje dziecięce doświadczenie.

Miałam wtedy 8-9 lat.
Byłyśmy w gościach u mojej Cioci - siostry mojej Mamy. Tzn ja i Mama. Wujek był wtedy takim typowym partyjniakiem - komuchem, dość ważnym w KGHM.
Moja Mama wołała czasem duchy. W ogóle, to ona wróży z kart - i uwierzcie, zawsze się sprawdza, moje koleżanki, ich mamy, tez przychodziły, i tez im się sprawdzało, poza tym wahadełkiem się sprawnie posługuje, i inne takie...
Wracając, Ciocia się zdecydowała na wołanie duchów u niej - wujek miał późno wrócić, przy nim nie można było, wiadomo czemu...
Zabrakło tylko wody święconej i krzyżyka - wiadomo, w domu komunisty takich rzeczy nie było..
Rozłożyły tą płachtę z literkami, talerzyk ze strzałką, no i zaczynają te wywołania.
Wołały tradycyjnie swoją Mamę.
Zaczyna się talerzyk ruszać - ja siedzę na dywanie, czymś tam się bawię, ale obserwuję - byłam z domu przyzwyczajona do tego.
W pewnym momencie zorientowały się, że coś jest nie halo. Duch mówił inaczej niż Babcia. Spytały "kim jesteś"
odpowiedział: jest nas 44. teraz już nas nie wyrzucicie.
zaczęły odwoływać, w tym czasie Ciocia wysłała moje kuzynki do kościoła po wodę święconą, dziewczyny przyniosły też jakies krzyzyki które miały schowane przed Wujkiem.

Potem nagle talerzyk zaczął się szamotać, szalał po całym stoliku, nie nadążały z rękami za nim... potem się uspokoił,zaczął pokazywać litery. Wyszło że Babcia przyszła z odsieczą, ale jeszcze nie przegoniła tego czegoś... potem znowu szamotanina..
i wtedy nagle przyszło najgorsze (dla mnie)
talerzyk zaczął SAM zjeżdżać po nodze od stołu.
Od mojej strony, one nawet nie sięgały do niego, po prostu zjechał sobie po nodze...one wstały, doszły z rękami, talerzyk pojechał do drzwi wejściowych.
Otworzyły te drzwi, talerzyk sobie "wyszedł". Na schodach zostawiły go i uciekły do mieszkania, zamknęły zamek...
i po chwili zadzwonił dzwonek...
Za drzwiami stał wujek (wrócił wcześniej), z talerzykiem w ręku.
Wściekły, bo zobaczył strzałkę na talerzyku i domyślił się co się działo.
...
Po niecałym roku wujek zwariował. Spędził potem kilkanaście lat w zakładzie psychiatrycznym, w międzyczasie na przepustce próbował zabić moją Ciocię.

Wiem jedno - widziałam ten talerzyk, widziałam co się działo, tą panikę Mamy i Cioci...widziałam jak się zsuwał po nodze od stołu. Cała reszta jest tylko domysłem, skojarzeniem....ale co było, to było.

Sądzę, że choroba psychiczna Twojego wujka to kara za wywołanie duchów. Dusze później się błąkają, nie zaznają spokoju. Jaki normalny chrześcijanin robi coś takiego???   

Ale to nie wujek wywoływał    a jego "pokarało"         
03.02.2010 15:26
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 
  
03.02.2010 15:27
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 

Anna P.

Katarzyna Mazur - Mroczek

Dominika R.
no to jak się temat podoba to ja dodam swoje dziecięce doświadczenie.

Miałam wtedy 8-9 lat.
Byłyśmy w gościach u mojej Cioci - siostry mojej Mamy. Tzn ja i Mama. Wujek był wtedy takim typowym partyjniakiem - komuchem, dość ważnym w KGHM.
Moja Mama wołała czasem duchy. W ogóle, to ona wróży z kart - i uwierzcie, zawsze się sprawdza, moje koleżanki, ich mamy, tez przychodziły, i tez im się sprawdzało, poza tym wahadełkiem się sprawnie posługuje, i inne takie...
Wracając, Ciocia się zdecydowała na wołanie duchów u niej - wujek miał późno wrócić, przy nim nie można było, wiadomo czemu...
Zabrakło tylko wody święconej i krzyżyka - wiadomo, w domu komunisty takich rzeczy nie było..
Rozłożyły tą płachtę z literkami, talerzyk ze strzałką, no i zaczynają te wywołania.
Wołały tradycyjnie swoją Mamę.
Zaczyna się talerzyk ruszać - ja siedzę na dywanie, czymś tam się bawię, ale obserwuję - byłam z domu przyzwyczajona do tego.
W pewnym momencie zorientowały się, że coś jest nie halo. Duch mówił inaczej niż Babcia. Spytały "kim jesteś"
odpowiedział: jest nas 44. teraz już nas nie wyrzucicie.
zaczęły odwoływać, w tym czasie Ciocia wysłała moje kuzynki do kościoła po wodę święconą, dziewczyny przyniosły też jakies krzyzyki które miały schowane przed Wujkiem.

Potem nagle talerzyk zaczął się szamotać, szalał po całym stoliku, nie nadążały z rękami za nim... potem się uspokoił,zaczął pokazywać litery. Wyszło że Babcia przyszła z odsieczą, ale jeszcze nie przegoniła tego czegoś... potem znowu szamotanina..
i wtedy nagle przyszło najgorsze (dla mnie)
talerzyk zaczął SAM zjeżdżać po nodze od stołu.
Od mojej strony, one nawet nie sięgały do niego, po prostu zjechał sobie po nodze...one wstały, doszły z rękami, talerzyk pojechał do drzwi wejściowych.
Otworzyły te drzwi, talerzyk sobie "wyszedł". Na schodach zostawiły go i uciekły do mieszkania, zamknęły zamek...
i po chwili zadzwonił dzwonek...
Za drzwiami stał wujek (wrócił wcześniej), z talerzykiem w ręku.
Wściekły, bo zobaczył strzałkę na talerzyku i domyślił się co się działo.
...
Po niecałym roku wujek zwariował. Spędził potem kilkanaście lat w zakładzie psychiatrycznym, w międzyczasie na przepustce próbował zabić moją Ciocię.

Wiem jedno - widziałam ten talerzyk, widziałam co się działo, tą panikę Mamy i Cioci...widziałam jak się zsuwał po nodze od stołu. Cała reszta jest tylko domysłem, skojarzeniem....ale co było, to było.

Sądzę, że choroba psychiczna Twojego wujka to kara za wywołanie duchów. Dusze później się błąkają, nie zaznają spokoju. Jaki normalny chrześcijanin robi coś takiego???   

Ale to nie wujek wywoływał    a jego "pokarało"         

Nie zawsze pada na tego kto wywołuje
03.02.2010 16:43
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 

Beata POPOŁUDNIA,WEEKENDY

Katarzyna Mazur - Mroczek
>> Sądzę, że choroba psychiczna Twojego wujka to kara za wywołanie duchów. Dusze później się błąkają, nie zaznają spokoju. Jaki normalny chrześcijanin robi coś takiego???   


   Bardzo odważna hipoteza    i dośc surowy osąd   
Zawsze byłam i jestem zdania ,że do TYCH rzeczy należy podchodzić z rozwagą   
Nie popadajmy jednak w paranoje   
A jeśli chodzi o twoje pytanie...to uważam ,że sugeruje jakąś skrajność   
Temat jest dość kontrowersyjny,owszem,ale żeby od razu podchodzić do niego pod kątem wyznania?
Poza tym Dominika nie określiła w co lub kogo wierzy;P


Ja nikogo nie osądzam. Napisałam tak bo wiem, że takie rzeczy się zdarzają.
03.02.2010 16:45
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 
Wracając do tematu: mój chrześnik, gdy miał około 1,5 roku też widział "postać" u siebie w domu, na korytarzu. Zapytałam do kogo macha. Powiedział, że dziadek go woła i macha do niego.
Ponoć dzieci widzą i słyszą duchy, ale tylko do 7-mego roku życia.
Jest też dowiedzione naukowo, że pamiętają swoje poprzednie wcielenie.
03.02.2010 16:50
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 
Racja
Takie rzeczy się zdarzają i dlatego chodzenie do wróżek nie jest bezpieczne;
podobno prawdziwe są takie różne wróżby dlatego,że diabły w tym biorą udział,
a 44 to jedna z liczb diabelskich.
"A imię jego czterdzieści i cztery" - w Apokalipsie św.Jana;
1944 - koszmarny rok IIwojny światowej,powstanie warszawskie i śmierć tysięcy ludzi w nim   
Papież Jan Paweł I powiedział, że największym dokonaniem szatana w 21 wieku jest to,że ludzie przestali w niego wierzyć.
Temu,kto się z tego śmieje,polecam film "Egzorcyzmy Emily Rose", ja po jego obejrzeniu uwierzyłam w pewne rzeczy,które wcześniej wydawały mi się bzdurne.
W tym opartym na faktach filmie jest zawarte autentyczne nagranie z egzorcyzmów - dziewczyna mówi różnymi głosami, kilkoma naraz,w różnych językach;czasem mówi głosem Stalina i Hitlera   
03.02.2010 17:03
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 
Wiecie, mi się wydaje że małe dzieci potrafią coś, czego my dorośli nie umiemy. Gdzies kiedyś czytałam że maja intuicję i swego rodzaju "instynkt" jak zwierzęta - taka pozostałość po naszych przodkach, która z wiekiem zanika.
Nie wiem do końca jak to jest z tymi duchami, ale widzę, że ma jakiś kontakt z psami.

Mamy w domu psy - Ola jeszcze będąc raczkującym maluszkiem, zawsze wyczuwała kiedy Saba, nasza 18letnia staruszka, ma kryzys. Wtedy podchodziła do legowiska i przytulała się do niej całą sobą - normalnie, kiedy Saba dobrze się czuje, tego nie robi, podchodzi tylko i głaszcze.
Drugi pies ma padaczkę - Ola jak widzi te jego ataki, wpada w totalną histerię, cała się trzęsie, panikuje, płacze. Ostatnio Sabcia ma podobne ataki paraliżu łap, wynikają juz ze starości i problemów z kręgosłupem, Ola też na to strasznie reaguje.
Podopieczna z kolei - nie widziała jeszcze co się czasem dzieje z Sabą, omijają ją te sytuacje, ale ostatnio pokazuje mi paluszkiem na jej tylne łapy i tłumaczy że piesek ma łapki chore...
04.02.2010 10:30
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 

Marta K.
Racja
Takie rzeczy się zdarzają i dlatego chodzenie do wróżek nie jest bezpieczne;
podobno prawdziwe są takie różne wróżby dlatego,że diabły w tym biorą udział,
a 44 to jedna z liczb diabelskich.
"A imię jego czterdzieści i cztery" - w Apokalipsie św.Jana;
1944 - koszmarny rok IIwojny światowej,powstanie warszawskie i śmierć tysięcy ludzi w nim   
Papież Jan Paweł I powiedział, że największym dokonaniem szatana w 21 wieku jest to,że ludzie przestali w niego wierzyć.
Temu,kto się z tego śmieje,polecam film "Egzorcyzmy Emily Rose", ja po jego obejrzeniu uwierzyłam w pewne rzeczy,które wcześniej wydawały mi się bzdurne.
W tym opartym na faktach filmie jest zawarte autentyczne nagranie z egzorcyzmów - dziewczyna mówi różnymi głosami, kilkoma naraz,w różnych językach;czasem mówi głosem Stalina i Hitlera   

Zgadzam się z toba,ja to bym się bała wywoływać duchy,to chyba nie jest bez konsekwencji. Wcześniej ktoś pisał że nie zawsze "obrywa"ten ktory wywołuje to może być prawda ale jeśli ktoś wierzy w Boga i zyje z Nim na codzień to mi się wydaje że ma jakaś ochrone przed zlymi mocami.Ja miałam tez taka jedna nieprzyjemna historie w domu bylego podopiecznego jakies takie zle "fluidy"były w tym domu
04.02.2010 11:20
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 
jasne,że dzieci widzą więcej i zwierzęta też
pamiętam odwrotną sytuację, czasem, kiedy byłam dzieckiem i byłam smutna, pies przychodził i bardzo mocno się do mnie "przytulał" i siedział tak ze mną - jakoś tak wiedziałam zawsze, że on stara się mnie pocieszyć.
04.02.2010 11:50
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 
« Powrót do listy tematów