|
Już Paniom odpisuje, oczywiście, że rozmawiałam z tą Panią, ale przecież nie o tym temat był. Przyznała się, że wzięła- tłumaczyła.
Ne grzebie w torebkach obcych ludzi, ani moja babcia, ani nikt z mojej rodziny, wyszło przez przypadek, nawet już nie do końca pamiętam jak, zdaje się że torebka była niedomknięta (taka z klapą- listonoszka- nie na suwak), została strącona przez moją babcie która zobaczyła słoiczek, a ponieważ jest kobietą starej daty i szalenie dyskretną, a do tego nie mieszka z nami tylko przyjechała w dłuższe odwiedziny, pozbierała wszystko co się wysypało, odstawiła na miejsce i przyszła do mnie na rozmowę, abym to ja postanowiła co dalej i ewentualnie rozmówiła się z Panią, bo to w końcu nie jej sprawa. Wszystko załatwiłam bardzo spokojnie i rzeczowo, była i rozmowa i wiele przemyśleń.
Kradzież jest kradzieżą jak już niejedna Pani tu napisała, dlatego Pani została zwolniona, do wszystkich moich pracowników muszę mieć 100% zaufania, wszystko jedno czy zajmują się moim dzieckiem, praniem czy ogrodem, czy pracują w firmie.
Nic w moim przekonaniu nie usprawiedliwia wynoszenia czegokolwiek z domu (biura) pracodawcy bez jego zgody, zwłaszcza, że cały czas byłam w domu i mogła się zapytać czy może pożyczyć proszek, albo czy mogłabym jej dać trochę (albo nawet i całe opakowanie)- jak chciała skorzystać z internetu to prosiła.
A swoją drogą to może i bym jej nie zwolniła, ale mąż przekonał mnie, że jeśli ktoś wynosi tak mało wartościowe rzeczy to tylko kwestią czasu jest aż połakomi się na coś o większej wartości. Uciął krótko złodziej to złodziej i nie ważne co ukradł.
Szkoda mi było tej kobiety naprawdę była dobra w tym co robiła, przez dobry kawał czasu prowadziła cały dom, od drobiazgów po ogromne zakupy np na święta- nie musiałam się martwić niczym, bo wiedziałam, że będzie załatwione. Nie wiem czy nie żałowałam bardziej od niej, że się sprawa wydała. ;P
Kaja Bednarczyk- Sparks edytowała ten post 22.03.2010 00:51
|