Opieka niani nad podopiecznym w szpitalu.

Forum » Niania a finanse domowe
Witam,
Drogie nianie chciałabym się dowiedzieć co robicie gdy wasz podopieczny trafia do szpitala chodzi mi o to,że dziecko jest chore i musi być w szpitalu czy jeżeli mama musi iść do pracy to czy jesteście w stanie zająć się dzieckiem w szpitalu?
I jeszcze jedno pytanie do niań które mają jedną stawkę i ustalone z rodzicami płatne wolne z winy rodziców (np.urlop,dzień wolny) czy zaliczacie do tego wolnego chorobę dziecka i jego pobyt w szpitalu jeśli się nim nie zajmujecie?
02.07.2010 23:06
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 

Izabela B.
Witam,
Drogie nianie chciałabym się dowiedzieć co robicie gdy wasz podopieczny trafia do szpitala chodzi mi o to,że dziecko jest chore i musi być w szpitalu czy jeżeli mama musi iść do pracy to czy jesteście w stanie zająć się dzieckiem w szpitalu?
I jeszcze jedno pytanie do niań które mają jedną stawkę i ustalone z rodzicami płatne wolne z winy rodziców (np.urlop,dzień wolny) czy zaliczacie do tego wolnego chorobę dziecka i jego pobyt w szpitalu jeśli się nim nie zajmujecie?


żadnej opieki nad dzieckiem w szpitalu!-względy prawne-nie mam jako niania PRAWA wyrażać zgody na jakikolwiek zabieg,który w trakcie pobytu w szpitalu może okazać się konieczny.
Nie mam prawa jako niania zaakceptować bądź nie sposobu leczenia-itd....itp....

Wolne z winy rodziców a płatne-bez względu na okoliczności-nie ma znaczenia czy jest np. pobyt u babci czy w szpitalu..
02.07.2010 23:18
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 

Ewa :.

Izabela B.

>

żadnej opieki nad dzieckiem w szpitalu!-względy prawne-nie mam jako niania PRAWA wyrażać zgody na jakikolwiek zabieg,który w trakcie pobytu w szpitalu może okazać się konieczny.
Nie mam prawa jako niania zaakceptować bądź nie sposobu leczenia-itd....itp....

Wolne z winy rodziców a płatne-bez względu na okoliczności-nie ma znaczenia czy jest np. pobyt u babci czy w szpitalu..


Ewo,
ja nie mam na myśli podejmowania jakichkolwiek decyzji tylko zwykłą opiekę,nadzór nad dzieckiem czyli ponoszenie na rękach,nakarmienie itp. gdy jedno z rodziców nie może być z dzieckiem chodzi mi o taką opiekę jak w domu tylko niestety w szpitalu.

Zgoda na wszelkie badania czy leczenie pobierana jest od rodziców gdy dziecko jest przyjmowane do szpitala.
Gdy w trakcie pobytu trzeba dziecku pobrać krew na badania czy zrobić rtg,czy usg to nie jest potrzebna dodatkowa zgoda chyba,że trzeba podać kontrast to wtedy tak ale tego typu badania umawiane są z wyprzedzeniem i wtedy lekarz prowadzący bierze od rodziców zgodę.

Nie rozumiem też dlaczego rodzice mają płacić niani za wolne z powodu pobytu dziecka w szpitalu skoro niania nie zgadza się z nim zostać.

A jeżeli dziecko jest chore i zostaje w domu a mama nie bierze zwolnienia to wtedy zostajesz z podopiecznym?
02.07.2010 23:37
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 
Niania jest potrzebna bardziej niż kiedykolwiek! Dziecko powinno mieć 24 h na dobę kogoś bliskiego przy sobie , gdy jest w szpitalu! Z przypadku znajomej wiem, ze moze chodzić nie tylko o stres dziecka ale jego zaniedbanie czysto fizyczne...Oczywiscie wszystko zalezy od szpitala i personelu. Ku przestrodze- kilka lat temu córeczka znajomej byla w szpitalu. Znajoma nie mogła jednego dnia pójsc do dziecka , gdy poszla dzien pózniej przeżyla szok, dziecko bylo zasikane od wielu godzin do takiego stopnia ze miało odparzenia na skórze. Trzeba wiedziec ze w szpitalu nikt się nie bedzie patyczkował z podopiecznymi, jak dziecko bedzie marudzić, bronic sie to badania itd są robione na siłe. Taka przemoc stosowana przez obcych ludzi w obcym otoczeniu poważnie zapada w pamięci.
03.07.2010 01:36
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 

Kasia R.
Niania jest potrzebna bardziej niż kiedykolwiek! Dziecko powinno mieć 24 h na dobę kogoś bliskiego przy sobie , gdy jest w szpitalu! Z przypadku znajomej wiem, ze moze chodzić nie tylko o stres dziecka ale jego zaniedbanie czysto fizyczne...Oczywiscie wszystko zalezy od szpitala i personelu. Ku przestrodze- kilka lat temu córeczka znajomej byla w szpitalu. Znajoma nie mogła jednego dnia pójsc do dziecka , gdy poszla dzien pózniej przeżyla szok, dziecko bylo zasikane od wielu godzin do takiego stopnia ze miało odparzenia na skórze. Trzeba wiedziec ze w szpitalu nikt się nie bedzie patyczkował z podopiecznymi, jak dziecko bedzie marudzić, bronic sie to badania itd są robione na siłe. Taka przemoc stosowana przez obcych ludzi w obcym otoczeniu poważnie zapada w pamięci.



I o to mi właśnie chodzi o opiekę osoby którą dziecko zna,to może być ta najważniejsza mama ale też babcia czy niania.Chociaż nianie często odmawiają opieki nad dzieckiem w szpitalu   

Ja sama jakiś czas temu byłam w szpitalu opiekować się maluszkiem bo mama musiała wyjść coś załatwić i nie uważam żeby moja praca różniła się wiele od tej w domu może po za tym,ze nie byliśmy na spacerze ale wszystko inne robiłam to co w domu.


Co do przemocy przy badaniach to pielęgniarki nie stosują przemocy wobec dzieci.Badania są nieprzyjemne czasem bolesne ale robione są po to żeby poznać przyczynę złego samopoczucia dziecka a nie po to by się nad nim znęcać (wiem to z doświadczenia bo pracuję w tym zawodzie od 11 lat)

Drogie nianie czego boicie się w opiece nad swoim podopiecznym w szpitalu?
03.07.2010 03:24
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 
Jakiś miesiąc temu "mój"maluch trafił do szpitala<do którego jeszcze sama go zawiozłam>.Nie widzę powodu żeby dzieckiem nie zajmować się także w szpitalu.I pomimo,że mama miała wolne to wymieniałyśmy się,tzn mama była w nocy,a ja np zostawałam do wieczora.Obowiązki były podobne jak i w domu,chociaż tam maluch był bardziej słaby i częściej chciał być noszony na rękach,ale tak to było jak zwykle.Pod koniec pobytu pół oddziału schodziło się do nas na zabawę  
Nie wiem jednak czy tylko ja tak mam,ale jak np. miałam iść z małym na pobranie krwi czy też jakiekolwiek inne badanie i on tak przeraźliwie płakał,to serce mi pękało.Wogóle taki pobyt jest straszliwie stresujący,ale jak ma na celu zdrowie dziecka i jest konieczny to trzeba jak najmniej boleśnie przez to przejść.
Straszne było też,że niektóre matki 24 na dobę tam siedziały,nierzadko po kilka miesięcy,zaniedbane snuły się z dziećmi po korytarzach,naprawdę przykry widok...
03.07.2010 05:52
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 
zdecydowanie jestem za pomoca przy dziecku w szpitalu, ale z jednoczesnym wprowadzeniem stanu wyjatkowego - chorobowe w nastepstwie pracy w szpitalu 100% platne (a o rota nie trudno niestety    ).
dziecko w szpitalu powinno byc otoczone osobami i przedmiotami, ktore zna i lubi, a negatywne doznania w czasie pobytu w tym okropnym miejscu trzeba zredukowac do niezbednego minimum.

ale jestem w stanie zrozumiec nianie, ktore decyduja sie nie pomagac przy dziecku w szpitalu. w moim rodzinnym miescie do normy nalezy, ze w czasie leczenia zlapie sie przy okazji rotawirusa (czy jak sie to paskudztwo zwie). w przypadku niani z rodzinka jest to wzmozone ryzyko, ze nie dosc, ze ja rozlozy na kilka dni, to dodatkowo maz i dzieci moga podlapac to paskudztwo. stracony okres pracy obojga rodzicow, w najlepszym wypadku maly szpital domowy (bo moze sie okazac, ze jednak niania wyladuje ze swoim malcem w szpitalu i co wowczas z praca?) i kasa wydana na leczenie - to moga byc jednak zbyt duze konsekwencje na prace w niecodziennych warunkach. Patrycja D. edytowała ten post 03.07.2010 06:35
03.07.2010 06:28
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 

Izabela B.
Witam,
Drogie nianie chciałabym się dowiedzieć co robicie gdy wasz podopieczny trafia do szpitala chodzi mi o to,że dziecko jest chore i musi być w szpitalu czy jeżeli mama musi iść do pracy to czy jesteście w stanie zająć się dzieckiem w szpitalu?
I jeszcze jedno pytanie do niań które mają jedną stawkę i ustalone z rodzicami płatne wolne z winy rodziców (np.urlop,dzień wolny) czy zaliczacie do tego wolnego chorobę dziecka i jego pobyt w szpitalu jeśli się nim nie zajmujecie?

Ja odwrócę trochę pani pytanie.Ponieważ praca opiekunki w danej Rodzinie niczym się nie różni od pracy opiekunek w żłobkach,może jedynie tym że opiekunka w Rodzinie nie ma przez Rodziców opłacanych żadnych świadczeń,w przeciwieństwie do tych zatrudnionych we wspomnianej placówce,to proszę mi odpowiedzieć,czy jeśli dziecko chodzące do żłobka znajdzie się np.w szpitalu,czy panie opiekujące się nim(a jest ich kilka i można to przecież jakoś rozłożyć w formie dyżurów)są w stanie na zmianę z jego Rodzicami zająć się dzieckiem? Odpowiedz nasuwa się chyba sama.Są w stanie,ale właściwie dlaczego miałyby to robić? Tylko dlatego że dziecko zna je i obraca się w ich gronie? Dziwne? Cały pobyt w szpitalu mają obowiązek zajmować się i doglądać dziecko odpowiednie osoby,czyli lekarze,pielęgniarki,salowe,Rodzice natomiast współpracować z całym tym personelem i dyskretnie,nie nachalnie towarzyszyć.Ja kiedyś na początku współpracy z pewną Rodziną,miałam podobną sytuację,dziecko 6-mcy,matka wróciła dopiero co do pracy,ale nawet nie przyszło im do głowy wymyślić coś tak dziwnego i mnie poprosić abym jej tam na zmianę towarzyszyła.Przyjechała wtedy babcia dziecka-jej matka i własnej córce wtedy pomagała.Opiekunka,czyli ja zatrudniona byłam u tej Rodziny w ściśle oznaczonych godz.podobnie jak i w innych miejscach pracy(tak to ustaliliśmy z nią i jej mężem).Ja sama zaproponowałam,że gdyby sporadycznie,ale podkreśliłam to SPORADYCZNIE,któryś z Rodziców nie byłby w stanie dotrzeć na tą powiedzmy,jak w moim przypadku 16:00,to ja oczywiście dziecka samego nie zostawię,ale tyle ile czasu zostałam z nim,tyle sobie i tylko 1:1 odbieram kiedy będę potrzebowała np.na załatwienie swoich spraw. W przypadku pobytu dziecka w szpitalu to matki obowiązek i powinność,nawet jak pada ze zmęczenia na przysłowiową twarz,opiekować się i zajmować razem z pozostałą częścią swojej Rodziny.Dla mnie to trochę dziwne,aby angażować w to opiekunkę.Kiedy ustalamy z Rodziną już na samym początku warunki zatrudnienia mnie jako opiekunki i wspólnie zgadzamy się,że jeśli nastąpi jakieś moje wolne,ale nie z mojej przyczyny,właśnie między innymi i z takich powodów,to ja mam płacone w 100%.To jest wręcz dla mnie i dla niektórych Rodziców oczywiste.Jak dla jakiejś Rodziny nie jest to oczywiste,to po prostu z nimi nie nawiązuję stosunku pracy/opieki i szukam takiej Rodziny,która na to się zgadza.A z mojego doświadczenia wynika że są takie Rodziny,które wcale sobie nie życzą,aby opiekunka ciągle im przy dziecku towarzyszyła,tylko chcą wtedy,kiedy sami idą do pracy.Ja nie mam zamiaru "wychylać" się przed szereg,jak to się mawia i cokolwiek w tej kwestii proponować,bo to byłaby nadgorliwość z mojej strony,a jak wiadomo nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu.Przecież ci Rodzice to raczej młodzi ludzie,są silni,sprawni,ich organizm się szybko regeneruje i dają sobie doskonale radę ze wszystkimi przeciwnościami losu.Po co ich wyręczać,przecież jak zakładali,a zakładali świadomie,Rodzinę,to liczyć się musieli z podobnymi sytuacjami.Młodzi dają radę,a w zanadrzu zawsze mają kochających dziadków,ciocie,wujków,chrzestnych,cały sztab ludzi.   
03.07.2010 08:22
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 
tak z ciekawosci p.Elzbieto, skad teoria, ze praca nianii niczym sie nie rozni od pracy opiekunki w zlobku?

ps. dopisze, bom ciekawska...
czy juz na poczatku umawia się Pani z rodzina, ze pobyt dziecka w szpitalu jest dla Pani rownoznaczna z wolnym nie z Pani winy? bo rownie dobrze rodzice moga dojsc do wniosku, ze skoro jest Pani wynajmowana "od do" to bez wzgledu na miejsce (dom czy szpital) jest Pani zobowiazana do swiadczenia uslugi, na ktora sie zobowiazala (czyli opieka nad dzieckiem). [na marginesie na personel szpitala bym nie liczyla, nie do konca wychodzi im wlasciwa opieka nad dziecmi.] niestety nie kazdy ma mozliwosc by dziadkowie, wujkowie, ciocie pomogly... Patrycja D. edytowała ten post 03.07.2010 08:41
03.07.2010 08:28
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 

Izabela B.

Drogie nianie czego boicie się w opiece nad swoim podopiecznym w szpitalu?

Ja boję się że chwycę jakieś "pioruństwo"właśnie kiedy będę w tym szpitalu i to zupełnie niepotrzebnie.Co innego jak sama jestem zmuszona do takiego szpitala pójść z przyczyn chorobowych,ale na własne życzenie,bądz Rodziców-o bardzo przepraszam,jeśli będzie tam moje dziecko to co innego,nawet jakbym miała coś chwycić i zachorować.Ale w przypadku dziecka którym się opiekuję,nie wchodzi to w rachubę.Mogę z nim pojechać na rehabilitację,umówić się z matką dziecka w ośrodku zdrowia,ale co do przebywania z ich dzieckiem świadomie w szpitalu,co to to nie! Dziękuję bardzo i zdecydowanie odmawiam.Jak Rodzice,mimo wspaniałej mojej opieki nad ich dzieckiem,będą z tego powodu chcieli zrezygnować ze mnie,to trudno,jakoś to przeżyję i przystąpię do szukania innej,takiej która nie będzie miała podobnych do tamtej roszczeń,czy propozycji.Na szczęście są różne Rodziny i takie także,które nie angażują do tego stopnia opiekunkę swojego dziecka,wiedząc że to ich problem i muszą rozwiązać go sami.
03.07.2010 08:40
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 

Patrycja M.
tak z ciekawosci p.Elzbieto, skad teoria, ze praca nianii niczym sie nie rozni od pracy opiekunki w zlobku?

ps. dopisze, bom ciekawska...
czy juz na poczatku umawia się Pani z rodzina, ze pobyt dziecka w szpitalu jest dla Pani rownoznaczna z wolnym nie z Pani winy? bo rownie dobrze rodzice moga dojsc do wniosku, ze skoro jest Pani wynajmowana "od do" to bez wzgledu na miejsce (dom czy szpital) jest Pani zobowiazana do swiadczenia uslugi, na ktora sie zobowiazala (czyli opieka nad dzieckiem). [na marginesie na personel szpitala bym nie liczyla, nie do konca wychodzi im wlasciwa opieka nad dziecmi.] niestety nie kazdy ma mozliwosc by dziadkowie, wujkowie, ciocie pomogly...

Podepnę się pod Twoją wypowiedzią bo uważam że masz całkowitą rację. Dodam jeszcze że prawdziwa niania to dużo więcej niż babcie, czy tabun cioć, wujków, .....
Wprawdzie jeszcze w mojej pracy nie spotkałam się z taką ewentualnością, ale jestem pewna że nie zostawiłabym bez mojego wsparcia ani maluszka ani jego rodziców gdyby takie fatum ich dopadło.
A obawa przed chorobami ? - tak samo możesz się zarazić opiekując się dzieckiem w domu - zanim choroba dziecka będzie odkryta i zdiagnozowana to ty już możesz ją podłapać.
Więc jeśli boisz się takich przypadków to najlepiej nie mieć kontaktów z nikim i nigdzie bo wszędzie można coś złapać ;P
03.07.2010 09:37
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 

Patrycja M.
tak z ciekawosci p.Elzbieto, skad teoria, ze praca nianii niczym sie nie rozni od pracy opiekunki w zlobku?
A czym się różni? Chyba tylko tym że jest większa ilość dzieci przypadająca na daną opiekunkę,ale mnie to osobiście nie przeraża,oczywiście musiałabym mieć zapłacone więcej.No i tym że opiekunka nie ma opłaconych przez Rodziców żadnych świadczeń,że czasami są "targi"o płatny urlop,że nie ma płaconego chorobowego.
ps. dopisze, bom ciekawska...
czy juz na poczatku umawia się Pani z rodzina, ze pobyt dziecka w szpitalu jest dla Pani rownoznaczna z wolnym nie z Pani winy? bo rownie dobrze rodzice moga dojsc do wniosku, ze skoro jest Pani wynajmowana "od do" to bez wzgledu na miejsce (dom czy szpital) jest Pani zobowiazana do swiadczenia uslugi, na ktora sie zobowiazala (czyli opieka nad dzieckiem). [na marginesie na personel szpitala bym nie liczyla, nie do konca wychodzi im wlasciwa opieka nad dziecmi.] niestety nie kazdy ma mozliwosc by dziadkowie, wujkowie, ciocie pomogly...

Tak,ja ustalam to już na samym początku z Rodzicami dziecka,że w przypadku wolnego nie z mojej przyczyny,a pobyt w szpitalu do takich się zalicza,oczekuję zapłaty w 100%.Inaczej nie podejmuję współpracy i szukam dalej.To wszystko zależy też od losu,od farta życiowego.Ja nie mogę narzekać,znalazłam kiedyś i dobrego męża,a teraz znajduję fajne Rodziny,rozumiejące moje racje.Mam takie podejście do życia: jak już widzę na I rozmowie z Rodzicami,że zaczynają,albo wymyślać dodatkowe obowiązki,zamiast tylko opieki nad dzieckiem,albo targują się o płatny urlop,albo że nie chcą płacić za wolne nie z mojej przyczyny,podkulam ogon i czym prędzej stamtąd czmycham,bo potem im dłużej takie coś trwa,może być już tylko gorzej.Nie toczę natomiast bojów o chorobowe,wiem bowiem,że praktycznie nie choruję,więc wychodzę sama z inicjatywą,że nawet gdybym zachorowała,decyduję się za te dni nic nie mieć zapłacone.Każdy z nas,ja i Rodziny,ma jasno określone co chce a czego nie.Jeśli moje oczekiwania pokrywają się z oczekiwaniami Rodziny i odwrotnie,jest nam wtedy PO DRODZE,jeśli nie,to trzeba się rozstać i to od razu już na samym początku.Ja raz się sparzyłam,bo niepotrzebnie przyjęłam wykonywanie drobnych rzeczy,typu wyjęcie ze zmywarki naczyń,wyjęcie prania z pralki,potem żal mi było tego że matka z wywieszonym językiem gna na czas do domu i zaproponowałam żeby spokojnie przychodziła,trochę dłużej mogę zostać z dzieckiem,ale ta moja dobroć obróciła się przeciwko mnie,dałam palec-sięgnięto po dłoń.Chciano tez aby wyprowadzac psa,przy spacerach z dzieckiem,tego od razu odmowiłam.Sporadycznie dziękuję usłyszałam,a o chociażby 1 zł dodatkowo mogłam pomarzyć,też mi w sumie na tym tak nie zależało,ale to Rodzicom powinno zależeć,aby uczynić w moim kierunku choćby taki mały gest.Nic.Od tej pory powiedziałam NIGDY WIECEJ.Tylko i wyłącznie OPIEKA NAD DZIECKIEM!!!
03.07.2010 09:59
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 

Izabela B.

Co do przemocy przy badaniach to pielęgniarki nie stosują przemocy wobec dzieci.Badania są nieprzyjemne czasem bolesne ale robione są po to żeby poznać przyczynę złego samopoczucia dziecka a nie po to by się nad nim znęcać (wiem to z doświadczenia bo pracuję w tym zawodzie od 11 lat)


A skąd możesz wiedzieć ,że wszystkie pielęgniarki nie stosują przemocy wobec dzieci? Stosują i czasami aż się nie chce wierzyć jakie potrafią być podłe. Coś o tym wiem,bo znaczą część swojego dzieciństwa spędziłam w szpitalu.
Jakiś czas temu mój siostrzeniec był w szpitalu i jak jego mama pojechała do domu po jakieś rzeczy,to jak wróciła to zobaczyła swojego 1,5 rocznego synka przywiązanego bandażami do łóżeczka,tak mocno,że miał ślady na rączkach.Do 2 letniego dziecka,które miało pobieraną krew-pielęgniarka "z powołania" potrafiła powiedzieć "zamknij ten ryj,bo jak Ci tą igłę wbije w oko to Ci matka nie pomoże". Tak więc,apluje do wszystkich rodziców ....nie zostawiajcie dzieci w szpitalu samych,bo nigdy nie wiadomo na jakie traumatyczne przeżycia je narazicie.
03.07.2010 10:06
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 
Pani Elzbieto dziekuje za odpowiedz.

jak wspomnialam wyzej rozumiem nianie, ktore nie decyduja sie na prace w szpitalu z powodu obawy przed chorobami. niestety tak sie w zyciu kiedys przyrko zdarzylo, ze moja mlodsza siostrzenica wyladowala w szpitalu z powodu zapalenia pluc. pobyt przedluzyl jej sie o rotawirusa (jesli dobrze kojarze). w niedlugim czasie dolaczyla do niej rok starsza siostrzyczka, bo niestety wirus zapanowal w domu. wowczas przeszlismy go wszyscy. pomoc w szpitalu to nie warunki, ze moze cos sie zlapie (charakterystyczne dla przebywania w roznych miejscach), ale wysokie prawdopodobienstwo,ze cos sie przypaleta.

ja osobiscie jestem zwolennicza pomocy (przeklety typ spolecznika ze mnie    ), ale tylko z racji tego, ze nie mam wlasnych dzieci, wiec moge pozwolic sobie na odchorowywanie.
03.07.2010 10:11
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 
Pani Elżbieto,

praca w żłobku różni się od pracy niani choćby tym,że niania ma pod opieką jedno dziecko a pani w żłobku kilkoro.
Jeżeli chodzi o kwestie zapewnienia opieki nad dzieckiem które uczęszcza do żłobka w trakcie jego choroby to wiele prywatnych żłobków,przedszkoli i klubów maluch "oddelegowuje" jedną opiekunkę do chorego dziecka do domu.

Czasami rodzice nie mają babć,cioć czy kogoś kto mógłby zostać z ich dzieckiem w szpitalu gdy chcą np.iść do domu wykąpać się czy chociażby przespać kilka godzin wiedząc,że ktoś komu ufają i kogo lubi ich pociecha jest z ich dzieckiem.To daje rodzicowi poczucie i spokój psychiczny żeby odpocząć.

Rodzice nie sa robotami tylko dlatego,że są rodzicami i zakładając rodzinę nie myśli się i nie zakłada się z góry,że dziecko będzie trafiało do szpitala.
Matka wyczerpana padająca na twarz musi odpocząć bo jeśli jest zmęczona to najczęściej jest w kiepskim stanie psychicznym a rozdrażnienie czy nerwowość matki przenosi się na dziecko.

Jeżeli chodzi o jakieś paskudztwo to można je złapać po za szpitalem.
A co do wirusa rota to przenosi się on drogą pokarmowa najczęściej poprzez nieumyte ręce także można go też "złapać" w sklepie,autobusie i tramwaju.

Ma Pani prawo do swojego zdania tylko jeżeli znajdzie się Pani w takiej sytuacji proszę pomyśleć o maleństwie i jego rodzicach którzy i tak są zestresowani samym pobytem w szpitalu a czasem nie mają kogo poprosić o pomoc tylko nianię dziecka.

Pozdrawiam,
03.07.2010 10:12
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 
nazwe wira moglam pomylic, latek pare temu to bylo i nie do konca mnie interesowalo jak sie to nazywa... no to moze lepiej opisowo... biegunka+wymioty+goraczka i towarzyszylo kazdemu, kto zjawil sie w szpitalu... teoretycznie zakazenie nie powinno miec natury pokarmowej, bo rece byly regularnie myte plynem podobno desynfekujacym.
w kazdym razie... problemy pojawily sie rowniez za drugim razem, gdy konieczna byla hospitalizacja... biorac pod uwage, ze nastapilo to w pare lat po pierwszej wizycie nasuwa sie wniosek, ze mimo iz prawdopodobienstwo zlapania jest wszedzie to... osiaga szczytowy punkt wlasnie w szpitalu.
03.07.2010 10:20
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 

Kasia F.

Izabela B.
Co do przemocy przy badaniach to pielęgniarki nie stosują przemocy wobec dzieci.Badania są nieprzyjemne czasem bolesne ale robione są po to żeby poznać przyczynę złego samopoczucia dziecka a nie po to by się nad nim znęcać (wiem to z doświadczenia bo pracuję w tym zawodzie od 11 lat)


A skąd możesz wiedzieć ,że wszystkie pielęgniarki nie stosują przemocy wobec dzieci? Stosują i czasami aż się nie chce wierzyć jakie potrafią być podłe. Coś o tym wiem,bo znaczą część swojego dzieciństwa spędziłam w szpitalu.
Jakiś czas temu mój siostrzeniec był w szpitalu i jak jego mama pojechała do domu po jakieś rzeczy,to jak wróciła to zobaczyła swojego 1,5 rocznego synka przywiązanego bandażami do łóżeczka,tak mocno,że miał ślady na rączkach.Do 2 letniego dziecka,które miało pobieraną krew-pielęgniarka "z powołania" potrafiła powiedzieć "zamknij ten ryj,bo jak Ci tą igłę wbije w oko to Ci matka nie pomoże". Tak więc,apluje do wszystkich rodziców ....nie zostawiajcie dzieci w szpitalu samych,bo nigdy nie wiadomo na jakie traumatyczne przeżycia je narazicie.


Kasiu,

jasne,że w każdym gronie znajdzie się czarna owca.Ja nie ręczę za wszystkich tylko za siebie i za koleżanki z którymi pracuję.Jak w każdym zawodzie znajdzie się ktoś kogo nie powinno tam być.
Jeżeli ktoś jest świadkiem znęcania się nad dzieckiem przez kogokolwiek nawet przez personel może to zgłosić do przełożonego pielęgniarki czy lekarza takie prawo ma opiekun dziecka.

Co do wiązania dzieci to niestety czasem jest taka konieczność.
Ja pracuję na oddziale chirurgii wad twarzoczaszki znajdują się tam dzieci po operacji rozszczepów wargi,podniebienia czy dzieci które mają założona sondę do karmienia czy po prostu do odbarczania żołądka żeby dziecko nie wymiotowało i musimy pilnować żeby dziecko nie wkładało rączek do buzi czy nie wyjęło sobie sondy a niemożliwością jest siedzieć non stop przy dziecku ale nie przywiązujemy dziecka do łóżeczka tylko zawiązuje się wiązania z bandaża na nadgarstkach dziecka a końcówki bandaża zawiązuje się pod kolanami malucha dziecko może swobodnie poruszać się w łóżeczku
ale nie włoży rączek do buzi czy nie wyjmie sondy.
03.07.2010 10:27
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 

Patrycja M.
nazwe wira moglam pomylic, latek pare temu to bylo i nie do konca mnie interesowalo jak sie to nazywa... no to moze lepiej opisowo... biegunka+wymioty+goraczka i towarzyszylo kazdemu, kto zjawil sie w szpitalu... teoretycznie zakazenie nie powinno miec natury pokarmowej, bo rece byly regularnie myte plynem podobno desynfekujacym.
w kazdym razie... problemy pojawily sie rowniez za drugim razem, gdy konieczna byla hospitalizacja... biorac pod uwage, ze nastapilo to w pare lat po pierwszej wizycie nasuwa sie wniosek, ze mimo iz prawdopodobienstwo zlapania jest wszedzie to... osiaga szczytowy punkt wlasnie w szpitalu.


Bo szpital to takie miejsce niestety gdzie bardziej się to zauważa tylko nikt nie bierze pod uwagę,ze wirus nie "siedzi" w szpitalu tylko przynoszą go tam ludzie i niestety często odwiedzający.

Co do drogi przenoszenia to jeśli jest wspólna łazienka to wirus przeniesie się po skorzystaniu z toalety,przecież przed umyciem rąk spuszcza się wodę czy dotyka klamki i niestety następna osoba wchodząca po zarażonej dotykając klamki może się zarazić.
Czasami zarażamy się wirusem rota po za szpitalem (dorośli) mamy biegunkę i wymioty (temperatura nie zawsze występuje)ale nie myślimy o wirusie tylko o tym,ze coś nam zaszkodziło.
03.07.2010 10:34
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 

Izabela B.

Ma Pani prawo do swojego zdania tylko jeżeli znajdzie się Pani w takiej sytuacji proszę pomyśleć o maleństwie i jego rodzicach którzy i tak są zestresowani samym pobytem w szpitalu a czasem nie mają kogo poprosić o pomoc tylko nianię dziecka.

Pozdrawiam,

Zgodze sie z panią i rozumiem Rodziców w takiej sytuacji,ale nie mogą oni ode mnie oczekiwac ze bede chciała towarzyszyc ich dzecku w szpitalu.Sprawa sprowadza sie również i do tego że przewaznie nikt nie lubi szpitali,ja do nich tez naleze i bez wyraznego i to tylko w związku ze mną,czy mojej Rodziny tam pobytem,wcale nie zamierzam tam byc i Rodzice muszą to uszanowac.Jesli nie,to muszą szukac innej opiekunki.Sprawa prosta i oczywista.
03.07.2010 10:39
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 

Izabela B.
Bo szpital to takie miejsce niestety gdzie bardziej się to zauważa tylko nikt nie bierze pod uwagę,ze wirus nie "siedzi" w szpitalu tylko przynoszą go tam ludzie i niestety często odwiedzający.

Co do drogi przenoszenia to jeśli jest wspólna łazienka to wirus przeniesie się po skorzystaniu z toalety,przecież przed umyciem rąk spuszcza się wodę czy dotyka klamki i niestety następna osoba wchodząca po zarażonej dotykając klamki może się zarazić.


akurat procz korzystania normalnie po skorzystaniu z toalety, rece mylo sie rowniez juz na sali u dziecka (w toaletach jakos zapominali o koniecznosci dostarczania mydla...).

nie, nie winie szpitala i nie twierdze, ze tylko tam i nigdzie indziej. ale podkreslam to co jest mysla przewodnia mych wypowiedzi: w przypadku szpitala nie mowi sie, ze "mozna cos zlapac", ale trzeba sie nastawic na mysl, ze "zlapie sie". nie wchodze w przyczyne, wine, i inne takie tam. mowie o faktach - wystepowaniu w/w wirusa wlasnie w czasie pobytu w szpitalu. niania decydujac sie na prace w takich warunkach decyduje sie, ze ona albo ktos z jej bliskich rowniez sie nim zarazi.
03.07.2010 10:47
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 

Izabela B.


Co do wiązania dzieci to niestety czasem jest taka konieczność.
Ja pracuję na oddziale chirurgii wad twarzoczaszki znajdują się tam dzieci po operacji rozszczepów wargi,podniebienia czy dzieci które mają założona sondę do karmienia czy po prostu do odbarczania żołądka żeby dziecko nie wymiotowało i musimy pilnować żeby dziecko nie wkładało rączek do buzi czy nie wyjęło sobie sondy a niemożliwością jest siedzieć non stop przy dziecku ale nie przywiązujemy dziecka do łóżeczka tylko zawiązuje się wiązania z bandaża na nadgarstkach dziecka a końcówki bandaża zawiązuje się pod kolanami malucha dziecko może swobodnie poruszać się w łóżeczku
ale nie włoży rączek do buzi czy nie wyjmie sondy.

Oczywiście w takim przypadku jest to uzasadnione,ale napewno nie robi się to tak mocno,że dziecku zostają sine pręgi na rączkach.W przypadku mojego siostrzeńca nie było uzasadnienia dla takiego postępowania pielęgniarki i niestety zgłoszenie tego osobie przełożonej nic nie dało. No,ale wiem tez (i to też z doświadczenia),że są tez pielęgniarki z powołania,które nie tylko nie traktują dzieci w taki okrutny sposób,ale jeszcze starają się im umilić czas spędzony w szpitalu. Jednak nigdy nie wiadomo na kogo się trafi.
03.07.2010 11:25
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 
Ja jak czytam te Wasze wypowiedzi dziewczyny,to przypomniało mi się ,że jak pilnowałam Lenkę,to przyjechał dziadek z wizytą do nich i zaraził małą rotawirusem ,tak ,że mała wlądowała w szpitalu.Ja do szpitala nie chodziłam,była babcia na zmianę z mamą,ale jak mała wróciła ze szpitala ja zaraz ją pilnowałam i po jakich 2-ch tygodniach mala z powrotem wróciła do szpitala bo miała nawrót rotawirusa.Ja ani razu nie zachorowałam.I zastanawiam się po Waszych wypowiedziach,czy ta choroba może być utajona i mi da znac po paru latach.A co do szpitali jeżeli by mnie mama wtenczas poprosiła to bym pojechała nie namyślając się ,że tam mogę coś podłapać.A będąc w szpitalu i widząc tyle dzieci chorych to bym tylko ryczała i dopiero dziecko by dopiero miało wielką traumę widząc nianię ryczącą.Ja słysząc karetkę na sygnale to wemnie coś się łamie i gęba przechodzi w grymas i jest skora do płaczu, a co jak bym widziała tylu chorych.Ja idąc kiedyś ulicą usłyszałam karetkę i gba od razu ,przechoziło młode małżeństwo,popatrzyli się na mnie i pytają czy mi stalo się cóś, bo łzy jak grochy polecialy,a ja nawet nie mogłam nic powiedzieć bo głos mi uwiązł w gardle ,dopiero po jakimś czsie powiedziałam na co ja tak reaguję.Od tego czasu gdy słyszę karetkę to się dwracam aby nikt nie widział mojej zmieniającej się gęby.I nie wiem dlaczego na sygnał karetki tak reaguję ,a wydawaloby się że jestem twarda.
03.07.2010 12:39
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 
"praca w żłobku różni się od pracy niani choćby tym,że niania ma pod opieką jedno dziecko a pani w żłobku kilkoro."

nie zgodzę się z tym stwierdzeniem , bo nie zawsze niania zajmuje się tylko jednym dzieckiem. Ja miałam pod opieką bliżnięta i trojaczki noworodki.

A co do opieki w szpitalu, to przy dzieciach musi byc opiekun, bo pielęgniarki czy lekarze są tylko od badan i podawania leków, a resztę robi opiekun. Jak trojaczki trafiły do szpitala to z checią pomagałam w szpitalu przy nich, a zarazić można sie wszędzie.
03.07.2010 16:55
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 

Patrycja M.
tak z ciekawosci p.Elzbieto, skad teoria, ze praca nianii niczym sie nie rozni od pracy opiekunki w zlobku?

ps. dopisze, bom ciekawska...
czy juz na poczatku umawia się Pani z rodzina, ze pobyt dziecka w szpitalu jest dla Pani rownoznaczna z wolnym nie z Pani winy? bo rownie dobrze rodzice moga dojsc do wniosku, ze skoro jest Pani wynajmowana "od do" to bez wzgledu na miejsce (dom czy szpital) jest Pani zobowiazana do swiadczenia uslugi, na ktora sie zobowiazala (czyli opieka nad dzieckiem). [na marginesie na personel szpitala bym nie liczyla, nie do konca wychodzi im wlasciwa opieka nad dziecmi.] niestety nie kazdy ma mozliwosc by dziadkowie, wujkowie, ciocie pomogly...

Wg mnie Patrycja ma rację, kiedy dziecko nie jest chore na zakaźną chorobę(groźną dla osób w dojrzałym wieku) niania powinna opiekować się nim, niezależnie od tego gdzie Ono przebywa. Osobiście nie doświadczyłam tego bo Mama dzieci, nie kazała mi przychodzić. Natomiast, kiedy trzeba było dziecko prześwielić, a nie mogła go przytrzymać Mama,bo była w ciąży zrobiłam to ja, z miłości do niego.
03.07.2010 16:58
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 

Sylwia Z.
"praca w żłobku różni się od pracy niani choćby tym,że niania ma pod opieką jedno dziecko a pani w żłobku kilkoro."

nie zgodzę się z tym stwierdzeniem , bo nie zawsze niania zajmuje się tylko jednym dzieckiem. Ja miałam pod opieką bliżnięta i trojaczki noworodki.

A co do opieki w szpitalu, to przy dzieciach musi byc opiekun, bo pielęgniarki czy lekarze są tylko od badan i podawania leków, a resztę robi opiekun. Jak trojaczki trafiły do szpitala to z checią pomagałam w szpitalu przy nich, a zarazić można sie wszędzie.


Jasne,ze niania ma czasem pod opieka więcej dzieci niż jedno ale mnie chodziło o to,ze w żłobku opiekunka ma pod opieką grupę dzieciaków a nie np.rodzeństwo jak w przypadku niani.Chociaż i niania może porozumieć sie np.z dwiema rodzinami i opiekować się dwójka dzieci naraz niekoniecznie rodzeństwem.

Ale moim zdaniem opieka nad dzieckiem w domu czy w szpitalu niczym się nie różni a zarazić można się wszędzie.
03.07.2010 17:11
Cytuj Zgłoś
 0 
   
 0 
« Powrót do listy tematów